Bawiący kilka dni temu w Jerozolimie sekretarz obrony USA Robert Gates poinformował Izraelczyków, że zapadła już decyzja o sprzedaży Arabii Saudyjskiej inteligentnych, naprowadzanych przez satelity bomb - dowiedział się izraelski dziennik "Haarec". Dokładnie te same bomby wykorzystywał Izrael w wojnie z bojownikami libańskiego Hezbollahu latem ubiegłego roku.
Kilka tygodni temu izraelski minister obrony Amir Perec lobbował w Waszyngtonie za wstrzymaniem dostaw nowoczesnej broni dla saudyjskiego reżimu. Twierdził, że byłyby one pogwałceniem amerykańskiej obietnicy zapewnienia Izraelowi przewagi militarnej nad innymi krajami Bliskiego Wschodu.
Jednak Amerykanie od wielu lat konsekwentnie wspierają przychylne im arabskie dyktatury w Egipcie i Arabii Saudyjskiej, dlatego w przeszłości już postępowali wbrew życzeniom izraelskich sojuszników. Egipskiemu prezydentowi Hosniemu Mubarakowi sprezentowali nowoczesne rakiety Harpun, a królewskiej dynastii Saudów sprzedali myśliwce F-16 i samoloty wczesnego ostrzegania AWACS.
Tym razem Gates przekonywał Izraelczyków, że wzmocnienie sunnickiej Arabii Saudyjskiej leży także w ich interesie, ponieważ obydwa kraje mają w regionie groźnego wspólnego przeciwnika - szyicki Iran, który oskarżany jest o prace nad bombą atomową. Zresztą Saudyjczycy nie sa już takimi żydożercami jak kiedyś, a król Abdullah proponuje Izraelowi pokój i normalizację stosunków w zamian za oddanie terenów zdobytych w wojnie 1967 r. i utworzenie na nich niepodległej Palestyny.
Gates mówił też, że lepiej, żeby dostawcą broni w regionie byli Amerykanie niż ktoś inny. - Jestem pewien, że Rosjanie z ogromną radością sprzedawaliby tu więcej broni - mówił dziennikarzom.
Źródło: Gazeta Wyborcza