http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Dziennikarze >  Mariusz Zawadzki

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Krwawa rozprawa z sektą w Iraku

Mariusz Zawadzki
2007-01-30, ostatnia aktualizacja 2007-01-29 18:04

Samozwańczy szyicki mesjasz i około 200 jego "Żołnierzy Nieba" zginęło w dwudniowej bitwie pod irackim świętym miastem Nadżafem

Wśród zabitych jest 40-letni guru sekty, który kazał się nazywać Mahdi bin Ali bin Ali bin Abi Taleb. Czasami twierdził, że jest legendarnym imamem Mahdim, szyickim świętym, który zaginął w IX wieku, ale - jak wierzą szyici - wciąż żyje w ukryciu i kiedyś się ujawni, żeby zaprowadzić sprawiedliwość na świecie. W przypływach skromności podawał się za bezpośredniego potomka proroka Mahometa (podobnego zdania o sobie jest bardzo wielu duchownych na Bliskim Wschodzie), który chce jedynie przyspieszyć powtórne nadejście Mahdiego.

Kimkolwiek był, znaleziono go martwego, w płaszczu, kapeluszu i dżinsach, z dwoma pistoletami w rękach. Zidentyfikowali go jego ludzie, których schwytali iraccy i amerykańscy żołnierze.

Okoliczności i przebieg bitwy są dość tajemnicze, a wszelkie informacje pochodzą z niepewnych źródeł irackich. Amerykanie, którzy stracili helikopter i dwóch pilotów, odmawiają wszelkich komentarzy.

Członkowie irackiego rządu podają, że "Żołnierze Nieba" rozbili obozowisko pod Nadżafem, w gaju palm daktylowych kupionym pół roku temu przez zwolenników Saddama. Zgromadzili w nim potężny arsenał: 500 kałasznikowów, moździerze, ciężkie karabiny maszynowe, a nawet rosyjskie rakiety katiusza.

- Mieli też rakiety przeciwlotnicze, których użyli przeciw amerykańskim śmigłowcom Apache - mówił gubernator prowincji Nadżaf.

Tam czekali na kulminację szyickiego święta Aszury, w tym roku przypadającą we wtorek. Szyici z całego świata opłakują wtedy męczeńską śmierć imama Husajna w VII wieku. "Żołnierze Nieba" zamierzali przekraść się wśród tysięcy pielgrzymów do centrum Nadżafu, obok Karbali, najświętszego miasta szyitów. Planowali wymordować najważniejszych irackich ajatollahów, w tym sędziwego Alego Sistaniego. Wierzyli bowiem, że ich śmierć jest niechybnym znakiem powtórnego nadejścia imama Mahdiego.

Irackie władze miały cynk o planowanym ataku. Od końca wojny już wielokrotnie ajatollahowie byli celem zamachów. W sierpniu 2003 r. bomba zabiła wielkiego ajatollaha Al Hakima, autorytetem równego as Sistaniemu. Dlatego co roku przed Aszurą podejmuje się szczególne środki bezpieczeństwa.

W niedzielę rano iraccy żołnierze otoczyli obóz pod Nadżafem i wezwali sektę do poddania się. - Ja jestem imamem Mahdim, przyłączcie się do mnie! Nadszedł dzień sądu! - odkrzyknął im guru przez megafon.

Jego wyznawcy byli przygotowani na wszystko, wykopali wśród palm okopy. Rozpoczął się szturm, który trwał aż do poniedziałku rano. Iraccy oficjele podają, że w obozowisku znajdowało się od 600 do 700 "Żołnierzy Nieba", często z całymi rodzinami, które zabrali na ostatnią bitwę. Byli wśród nich nie tylko rdzenni Irakijczycy, ale również bojownicy z Afganistanu, Arabii Saudyjskiej, Sudanu i Libanu.

Do samozwańczego Mahdiego zgodnie przyłączali się zarówno iraccy szyici, jak i sunnici, choć w całym kraju wyznawcy obu głównych nurtów islamu mordują się bez pardonu. Zastępca gubernatora prowincji Nadżaf twierdzi, że sekta była związana z al Kaidą.

Według różnych szacunków od 200 do 300 członków sekty zostało zabitych podczas szturmu, a od 180 do 240 rannych i pojmanych. Wśród zabitych może być wiele kobiet i dzieci. Straty armii irackiej, wspieranej przez amerykańskie czołgi, myśliwce i helikoptery, to rzekomo zaledwie dziesięciu żołnierzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów