http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

A Gingricha na Księżyc!

Mariusz Zawadzki
2012-01-29, ostatnia aktualizacja 2012-01-29 19:31

"Chcecie następnych czterech lat Obamy, głosujcie na Gingricha!" - straszy Ann Coulter, znana blogerka i celebrytka prawicy.

Republikańskie elity waszyngtońskie wpadły w panikę. Siedzą przy kawiarnianych stolikach, nerwowo popijają kawę i zastanawiają się, jak powstrzymać Gingricha! - mówi na spotkaniach wyborczych na Florydzie Newt Gingrich, jeden z republikańskich kandydatów na prezydenta. I choć niezwykle rzadko przez gardło przechodzi mu choćby słowo prawdy, to tym razem akurat ma rację. Po prawyborach w Karolinie Południowej, gdzie niespodziewanie pogrążył faworyzowanego Mitta Romneya, partyjne elity rzuciły się mu się do gardła.

Senator Bob Dole, który w 1996 roku przegrał wybory z Billem Clintonem, opublikował list otwarty: "Jeśli Gingrich zdobędzie nominację partii, będzie to miało zgubny wpływ na szanse naszych kandydatów w wyborach lokalnych, stanowych i federalnych. W latach 90., kiedy przewodził partii w Kongresie, nie słuchał niczyich rad, nie liczył się z nikim, sam sobie był sterem, żaglem i okrętem".

Senator John McCain, który w 2008 roku przegrał wybory z Barackiem Obamą, na wiecach na Florydzie wzywa wyborców, żeby wysłali Gingricha na Księżyc, a Romneya do Białego Domu.

Znana blogerka i celebrytka prawicy Ann Coulter straszy: "Chcecie następnych czterech lat Obamy, głosujcie na Gingricha!". Jakimś cudem przemogła swoje obrzydzenie dla poglądów umiarkowanych i do zdrowego rozsądku, które cechują Romneya, i stała się tubą jego kampanii.

"Liczba partyjnych osobistości, które wystąpiły przeciwko Gingrichowi, i temperatura ich ataków jest czymś niesłychanym i nienotowanym w amerykańskiej polityce od dziesięcioleci" - zauważa w komentarzu redakcyjnym "Wall Street Journal".

Osaczony kandydat musiałby budzić sympatię, gdyby nie to, że partyjne elity mają w stu procentach rację.

Gingrich jest postacią groteskową, a jego zwycięstwo w Karolinie Południowej potwierdza smutną prawdę, że demokracja jest ustrojem wysoce niedoskonałym (ale dotąd nie wymyślono lepszego). Okazało się, że jeśli powtarzać nonsensy odpowiednio często i bezwstydnie, to "ciemny lud to kupi".

Gingrich powtarza w kółko, że ma "wielkie, śmiałe idee". I że jest "transformacyjną postacią historyczną". Sondaże pokazują, że republikańscy wyborcy w to uwierzyli, chociaż żadnej ze swoich "wielkich idei" kandydat dotąd nie ujawnił. Z jednym tylko wyjątkiem, który jest powszechnie wyszydzany: obiecał, że jeśli zostanie prezydentem, to do końca drugiej kadencji stworzy amerykańską kolonię na Księżycu, w której będzie mieszkało kilkanaście tysięcy ludzi.

Gingrich powtarza, że jest politykiem na miarę Ronalda Reagana. Że razem z Reaganem pokonał w zimnej wojnie Związek Radziecki i odnowił Amerykę. Jednakże w pamiętnikach Reagana znajduje się tylko jedna wzmianka o Gingrichu, w tamtych czasach początkującym deputowanym w Kongresie.

Jakby tej całej bufonady było mało, Gingrich jest kandydatem z ciężkim, jak na kandydata prawicy i żarliwego katolika, bagażem przeszłości. Dwa razy zmieniał żony na młodsze. Pierwszą porzucił, kiedy walczyła z nowotworem. Drugą, kiedy zapadła na stwardnienie rozsiane. Z każdą następną romansował w sekrecie przed poprzednią, a jednocześnie wzywał do usunięcia z urzędu prezydenta Clintona za romans ze stażystką Moniką Lewinsky.

Pozostanie zapewne niewyjaśnioną zagadką, jakim cudem pruderyjni wyborcy republikańscy doszli do głębokiego przekonania, że Gingrich jest "prawdziwym konserwatystą".

Można sobie tylko wyobrażać, co po klęsce w Karolinie Południowej przeżywał w głębi ducha biedny Romney. Jego nie uważali za "prawdziwego konserwatystę", choć od 42 lat jest z jedną żoną, ma pięciu synów i kilkanaście wnucząt. Nie docenili jego zdolności menedżerskich choć działając w biznesie dorobił się ćwierć miliarda dolarów. Ani tego, ze uratował zimowe igrzyska w Salt Lake City przed katastrofą (kiedy zostawał szefem komitetu organizacyjnego, była groźba, że igrzyska w ogóle się nie odbędą). Ani tego, że przekazuje miliony dolarów na cele charytatywne.

Potrafili za to docenić "człowieka wielkich idei".

W takich okolicznościach jest zupełnie naturalne, że Romney wpadł w furię, a z nim republikańskie elity, które zdają sobie sprawę, że Obama zmiażdżyłby jesienią Gingricha.

Druga strona - blagierzy i karierowicze - też zwiera szeregi. Gingricha popierają Sarah Palin, niedoszła wiceprezydent z kampanii 2008 roku, która zamieniła się w celebrytkę, i Herman Cain, jesienią niezwykle popularny kandydat na prezydenta, który w aurze skandalu wypadł z wyścigu dwa miesiące temu.

Jeśli blagierzy wygrają we wtorek prawybory na Florydzie, Republikanie zrobią duży krok do przodu na ścieżce, na którą weszli w Karolinie Południowej. Prosto do samobójstwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1