http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szalone telefony w amerykańskiej kampanii

Mariusz Zawadzki, Charleston, Karolina Południowa
2012-01-20, ostatnia aktualizacja 2012-01-19 22:58

Robotelefony prześladują wyborców przed sobotnimi prawyborami Republikanów w Karolinie Południowej. I nie jest powiedziane, czy działają na korzyść faworyzowanego Mitta Romneya, czy mu szkodzą

Środowe spotkanie Mitta Romneya z wyborcami w Irmo
Fot. JIM YOUNG REUTERS
Środowe spotkanie Mitta Romneya z wyborcami w Irmo
"Cześć Michelle, tutaj Mitt Romney. Już tylko kilka dni do prawyborów w Karolinie Południowej. Dzwonię, żeby prosić cię o twój głos. Z twoim poparciem możemy pokonać jesienią Baracka Obamę". - Mam tego dosyć. To już trzynasty telefon dzisiaj. Dzwonią w kółko od rana do nocy - mówi Michelle Anderson, sprzedawczyni z małego sklepiku w Charleston, i zniecierpliwiona rzuca telefon na ladę. - Zwykle od Romneya. Po 50 telefonach może być pewien, że nie dostanie ode mnie głosu.

Robotelefony, czyli nagrane przez sztaby wyborcze komunikaty, prześladowały wyborców w Iowa i New Hampshire, a teraz są prawdziwą plagą w Karolinie Południowej - trzecim z kolei stanie, w którym odbędą się republikańskie prawybory kandydatów na prezydenta. Wprawdzie zabronione jest dzwonienie na komórki, ale niektórzy, jak Michelle, przekierowują sobie automatyczne sekretarki z telefonów stacjonarnych na komórkowe.

Już o dziewiątej rano, przy śniadaniu, Michelle usłyszała: "Halo, tutaj szeryf Paul Babeu z Arizony. Każdego dnia walczę z nielegalną imigracją z Meksyku i przestudiowałem programy wszystkich kandydatów. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że jeśli Newt Gingrich zostanie prezydentem, problemów na granicy będzie jeszcze więcej. Głos na Gingricha to głos na nielegalnych imigrantów. Możesz go powstrzymać. My, Amerykanie, czekamy na twój głos 21 stycznia".

Były przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich, główny rywal Romneya, uważa, że ludzi, którzy mieszkają w Ameryce nielegalnie od wielu lat, ale płacą podatki, trzeba zalegalizować. To właśnie nie podoba się szeryfowi Babeu. Jeszcze niedawno jego faworyt Romney miał około 10 proc. przewagi nad Gingrichem (30 do 20 proc.), ale dystans zmniejsza się z każdym dniem.

Gingrich miał świetny występ w debacie telewizyjnej w poniedziałek, w której z kolei Romney wypadł słabo. Rywale i dziennikarze pytali go, dlaczego nie ujawni swego zeznania podatkowego. Romney kręcił, a pod naciskiem stwierdził, że "rozważy to w kwietniu".

- Co takiego Romney ma do ukrycia przed republikanami w Karolinie Południowej, co powie dopiero po prawyborach?! - pytał Gingrich. Oczywiście wszyscy wiedzą co: Romney ma majątek rzędu 250 mln dol. i najlepszych prawników, którzy pomagają mu unikać podatków. Stawka dla najbogatszych to w Ameryce 35 proc., ale wielu płaci 15 proc. - jeśli np. ich dochody pochodzą z inwestycji kapitałowych. Słynny miliarder Warren Buffett od miesięcy dziwi się publicznie, że płaci stawki niższe niż jego sekretarka.

Sam Romney przyznał w środę, że płaci "coś w granicach 15 proc.". - A ja 31 proc.! - ogłosił Gingrich. - Ale nie chcę zwiększać Romneyowi podatków, tylko chcę zmniejszyć wszystkim Amerykanom podatki do stawek Romneya!

Co gorsza, większość dochodów Romneya pochodzi z firmy Bain Capital, którą sam założył w latach 80. i choć w 1999 r. opuścił, to wciąż ma odsetki od profitów. Firma inwestuje w przedsiębiorstwa, restrukturyzuje je, czasami np. zwalniając część pracowników, a potem sprzedaje z zyskiem. Dlatego Gingrich oskarżył Romenya, że jest bezdusznym kapitalistą, który dorobił się na ludzkim nieszczęściu. Romney broni się, że wiele firm uratował przed bankructwem, dziś świetnie prosperują i zapewniają dziesiątki tysięcy miejsc pracy.

Również w tej sprawie Michelle miała telefon, i to od samego senatora Johna McCaina, który cztery lata temu pokonał Romneya w prawyborach, ale potem przegrał z Obamą. Teraz "mówi" wyborcom z Karoliny Południowej tak: "Halo, tutaj senator John McCain. Dzwonię w imieniu mojego przyjaciela Mitta Romneya, żeby powiedzieć, że ma on największe szanse nie tylko pokonać Obamę, ale postawić na nogi naszą gospodarkę. Newt Gingrich wściekle atakuje kapitalizm, tak jakby grał rolę wyznaczoną przez sztabowców Obamy".

Stawka w Karolinie Południowej jest ogromna, bo wszyscy kandydaci republikańscy, którzy wygrywali tutaj w ciągu ostatnich 30 lat, zdobywali potem nominację swojej partii. Romney liczył, że po zwycięstwach w Iowa i New Hampshire rozwieje wszelkie wątpliwości. Ale wczoraj nagle Partia Republikańska z Iowa ogłosiła, że Romney wcale nie wygrał w tym stanie pierwszych prawyborów, jak wcześniej podawano. Po ponownym przeliczeniu okazało się, że były senator z Pensylwanii Rick Santorum, który mówi głównie o rodzinie i tradycyjnych wartościach, nie przegrał o osiem głosów, tylko wygrał z byłym gubernatorem Massachusetts o 34. Ale do końca nie wiadomo, bo zginęły wyniki z kilku komisji. W Karolinie Południowej Santorum jest trzeci w sondażach (ok. 15 proc.).

W jego sprawie Michelle miała robo-telefon od niejakiego Davida: "Cześć, tutaj David. Do niedawna miałem zamiar głosować na Ricka Santoruma. Ale teraz zdecydowałem się poprzeć Mitta Romneya i dzwonię w jego imieniu. Santorum krytykował naszego senatora Johna DeMinta, który wzywa do oszczędności i dyscypliny budżetowej. Nie zapomnę o tym 21 stycznia i mam nadzieję, że ty też nie!".

Wczoraj na faworyzowanego Romneya spadło jeszcze jedno nieszczęście: konserwatywny gubernator Teksasu Rick Perry zrezygnował z kandydowania i poparł Gingricha. Miał niby tylko kilka procent, ale właśnie one mogą przeważyć. Na pocieszenie dla Romneya wieczorem telewizja ABC miała nadać wywiad z drugą żoną Gingricha, którą zdradzał z trzecią. Zapewne zasieje ona w sercach wyborców wątpliwości co do konserwatywnych zasad byłego męża.

Michelle czeka już tylko na sobotę, kiedy telefoniczna gehenna się skończy. Ale spece od kampanii wciąż wierzą w robo-telefony i atakują setki tysięcy zdeklarowanych republikanów. Bezkarność jednak się kończy. Na stronie Reverserobocall.com ("odwrotny robotelefon") można nagrać swój komunikat i za jednego dolara wydzwaniać nim do sztabów wyborczych kandydatów. Gdyby wściekli wyborcy robili to na wielką skalę, sztaby zostałyby sparaliżowane.

Michelle już się nagrała: "Halo, Mitt? Tu Michelle, nie zamierzałam wcale głosować w sobotę, ale po twoich kilkudziesięciu telefonach pójdę. I oddam głos na Gingricha!".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1