http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawo do samogwałtu

Mariusz Zawadzki
2012-01-15, ostatnia aktualizacja 2012-01-15 22:39

Tak wygląda dziś więzienna cela w amerykańskiej bazie Guantanamo na Kubie
Tak wygląda dziś więzienna cela w amerykańskiej bazie Guantanamo na Kubie
Fot. Brennan Linsley AP

O więzieniu Guantanamo, które w tym tygodniu skończyło dziesięć lat, wszystko już napisano.

Mariusz Zawadzki
Fot. Archiwum Rodzinne
Mariusz Zawadzki
ZOBACZ TAKŻE
Najlepszym komentarzem są suche statystyki: w amerykańskiej bazie na Kubie przetrzymywano w sumie 779 osób, większość przez kilka lat bez sądu i bez postawienia żadnych konkretnych zarzutów. Najmłodsza miała 13 lat, najstarsza 98. Sześciuset więźniów już zwolniono, ośmiu zmarło. Obecnie Guantanamo jest domem dla 171 aresztantów, z czego 89 wytypowano do zwolnienia, ale nadal siedzą, bo nie ma co z nimi zrobić - ich kraje ojczyste nie chcą ich przyjąć. Albo chcą, ale zachodzi obawa, że po to tylko, by ich torturować. Na kolejnych 46 nie ma dowodów, żeby ich skazać, co przyznają nawet prokuratorzy, ale uważa się ich za zbyt niebezpiecznych, by ich wypuścić. Zostaje 36, którzy mają szanse na proces i legalny wyrok (do tej pory trybunały wojskowe skazały sześciu).

W Guantanamo wdraża się - w złagodzonej formie - stalinowską zasadę: jeśli wiesz, że wśród setki ludzi pod ścianą jest jeden winny, ale nie wiesz, który konkretnie, to na wszelki wypadek rozstrzelaj wszystkich.

Barack Obama obiecał zamknąć więzienie w pierwszym roku swojej prezydentury, ale rzeczywistość go przerosła. Wygląda na to, że Guantanamo będzie istniało, dopóki żyją więźniowie, z którymi nie ma co zrobić. Paradoksalnie, idee George'a W. Busha zostały nawet przez jego następcę twórczo rozwinięte. Ustawa o obronie narodowej, którą Obama podpisał dwa tygodnie temu, zezwala armii USA więzić dowolnie długo - bez postawienia jakichkolwiek zarzutów - już nie tylko cudzoziemców, ale także obywateli USA, którzy wydają się wojskowym podejrzani.

Głośna sprawa Guantanamo jest mało ciekawa, bo z jednej strony ponura, a z drugiej oczywista. Są w amerykańskim więziennictwie rzeczy znacznie bardziej interesujące, a prawie nieznane szerszej publiczności. Choćby seksualne zakazy wobec osadzonych. Ten problem ma, w odróżnieniu od Guantanamo, charakter masowy, ponieważ współczynnik inkarceracji jest w USA najwyższy na świecie. W więzieniach siedzi 2,3 mln Amerykanów, czyli 1 proc. pełnoletnich, a kolejne 5 mln jest na zwolnieniu warunkowym lub pod dozorem prokuratorskim.

Skazańcy nie mają lekko, ponieważ tzw. wizyty prywatne, podczas których mogliby uprawiać seks ze swoimi gośćmi, są w więzieniach federalnych całkowicie zakazane. Jeśli idzie o więzienia stanowe, dopuszcza takie wizyty tylko sześć z 50 stanów. Co zatem pozostaje więźniom heteroseksualnym, którzy nie chcą eksperymentować z osadzonymi tej samej płci?

Wydawałoby się, że zawsze, nawet w najnędzniejszym lochu, zostaje onanizm. Okazuje się, że nie - w amerykańskich więzieniach nawet samogwałt bywa zabroniony. W zakładach karnych stanu Ohio zakazane jest "nieprzyzwoite obnażanie się i masturbacja". W więzieniach Karoliny Północnej nie wolno "dotykać swoich organów płciowych lub innych intymnych części ciała w celu uzyskania seksualnej przyjemności". W liberalnej Kalifornii masturbacja więźniów jest dozwolona, ale onanista musi natychmiast zaprzestać swojego procederu, nawet jeśli uprawia go pod kocem, jeśli zostanie przyłapany przez straż więzienną.

Karą za masturbację jest zwykle odebranie telefonu komórkowego, prawa do wizyt lub nawet izolatka. Kiedyś bywało gorzej. Notoryczny onanista Herman Miller, odsiadujący karę w Nowym Jorku pod koniec XIX w., wspominał: "Odurzyli mnie chloroformem. Nie wiedziałem po co, ale kiedy się obudziłem, stwierdziłem żelazny krążek przymocowany do główki mojego penisa. To było bardzo bolesne. Wciąż mam blizny w tych miejscach, przez które przechodził krążek".

Naturalną konsekwencją zakazu onanizmu jest zakaz pornografii. Domagały się go niektóre strażniczki zaczepiane przez więźniów nakręconych np. fotkami z "Hustlera".

W zeszłym roku sąd apelacyjny odrzucił pozew Jeffreya Sperry'ego, więźnia z Kansas, który twierdził, że zakaz pornografii łamie prawo do wolności wypowiedzi gwarantowane przez pierwszą poprawkę do konstytucji USA. Z kolei więzień Kyle Richards z Michigan skarżył się w sądzie, że jest to "okrutna i nietypowa kara", a takich kar zakazuje ósma poprawka. Richards cierpi rzekomo na syndrom chronicznego onanizmu, a pornografia jest jego lekarstwem. Sędzia nie miał okazji wypowiedzieć się w tej kwestii, ponieważ powód nie wpłacił 350 dol. opłaty procesowej.

Ciekaw jestem, jaki wyrok wydacie wy, drogie czytelniczki i czytelnicy. Czy więzień ma prawo do onanizmu? Czy jest ono równie elementarne i niezbywalne jak prawo do procesu gwałcone w Guantanamo?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1