Sekretarz stanu Hillary Clinton i sekretarz obrony Leon Panetta potępili żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej, którzy - jak każdy może obejrzeć w internecie - sikają na zabitych w Afganistanie talibów. I zapewnili, że zostaną przykładnie ukarani
fot. Youtube
Kadr z filmu przedstawiającego amerykańskich marines bezczeszczących zwłoki
Czterdziestosekundowe nagranie krąży na YouTubie od środy. Czterech żołnierzy marines sika na zakrwawione ciała trzech brodatych mężczyzn. - Miłego dnia, koleś! - mówi jeden z żołnierzy do trupa. Inny dodaje: - Złotawe, zupełnie jak prysznic! Ktoś w tle pyta: - Nakręciłeś to?
- Dla takiej postawy nie ma usprawiedliwienia. Nie licuje ona z wysokimi standardami moralnymi żołnierzy koalicji - stwierdził rzecznik sił międzynarodowych w Afganistanie. Oświadczenie wydano, choć piechota morska USA dopiero badała, czy film jest prawdziwy, a nie sfabrykowany, i kto na nim występuje. Najprawdopodobniej są to snajperzy marines, którzy zakończyli służbę w Afganistanie we wrześniu zeszłego roku. Po kilkunastu godzinach nadeszła wiadomość, że wojskowi zidentyfikowali oddział, którego żołnierze pojawili się na wideo, a także dwóch z czterech widocznych na zdjęciach marines.
Amerykański sekretarz obrony Leon Panetta ogłosił, że "głęboko przejął się" filmem. - Potępiam takie zachowanie w najsurowszy możliwy sposób. Nakazałem piechocie morskiej i szefowi sił koalicji w Afganistanie gen. Johnowi Allenowi natychmiastowe i dokładne śledztwo. Winni poniosą konsekwencje - obiecał Panetta.
Sekretarz obrony dzwonił w tej sprawie do prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja, który wezwał do jak najsurowszego ukarania sprawców desekracji. Z kolei rzecznik talibów nazwał nagranie "barbarzyńskim", ale też dodał, że nie jest specjalnie zdziwiony, bo już nieraz oglądał podobne przypadki zdziczenia Amerykanów. Dlatego jego zdaniem szokujący film zapewne nie wpłynie negatywnie na planowane negocjacje pokojowe między talibami a USA i rządem w Kabulu.
Pozostaje tylko pytanie, czy i jak zareaguje na wideo muzułmańska ulica. To, że na razie nie ma zamieszek, jeszcze nic nie znaczy. W maju 2005 r. tygodnik "Newsweek" napisał, że oficerowie śledczy w bazie Guantanamo, gdzie Amerykanie przetrzymują podejrzanych o terroryzm, wrzucali egzemplarze Koranu do muszli klozetowej i spuszczali wodę, żeby osłabić morale przesłuchiwanych. Początkowo artykuł nie wywołał niemal żadnego echa, ale kilka dni po publikacji pakistański deputowany do parlamentu Imran Khan zwołał konferencję prasową i sprawę nagłośnił. Podchwyciły ją pakistańskie i arabskie telewizje. Antyamerykańskie zamieszki wybuchły w kilku krajach, m.in. w Afganistanie, Pakistanie i Sudanie. Zginęło około 20 osób.
Potem "Newsweek" przyznał, że artykuł był nieprawdziwy, ale w podejrzliwym wobec Zachodu świecie muzułmańskim mało kto w to uwierzył. Wewnętrzne śledztwo armii USA wykazało, że spuszczania świętej księgi w klozetach Guantanamo istotnie nie było, ale zdarzały się inne wykroczenia. Pewien żołnierz kopnął Koran. Pewien śledczy przydeptywał Koran, żeby rozbić psychicznie przesłuchiwanego. Pewien strażnik przypadkowo obsikał więźnia i Koran.
Zainspirowany tymi wydarzeniami student z Nowego Jorku Stanislav Shmulevich wrzucił do klozetu i obsikał dwa egzemplarze Koranu, za co został aresztowany i oskarżony o podżeganie do nienawiści. W jego obronie i w obronie wolności wypowiedzi stanęły zastępy amerykańskich dziennikarzy i komentatorów pod przewodem słynnego Christophera Hitchensa. Ostatecznie proces Shmulevicha zakończył się ugodą - przyznał się on do "niewłaściwego zachowania" i został skazany na 300 godzin przymusowych prac społecznych.
Pamiątkowe nagrania i zdjęcia żołnierzy prześladują armię USA od głośnej afery w więzieniu Abu Ghraib, gdzie w 2004 r. strażnicy "tresowali" irackich więźniów. Lynndie England i jej chłopak Charles Graner prowadzali nagich, czołgających się Irakijczyków na smyczy, ustawiali ich w szeregu i zmuszali do masturbacji albo kazali im wspinać się jeden na drugiego, żeby tworzyli cielesne piramidy. Uczestniczyli w tym procederze też inni strażnicy, ale tylko upiorna parka robiła sobie pamiątkowe zdjęcia. Kiedy wyciekły do mediów, rebelianci w Iraku zaczęli porywać cudzoziemców i obcinać im głowy.
England i Graner dostali po 10 lat więzienia, a kilku innych strażników - upomnienia. Szefowa więzienia generał Janis Karpinski została zdegradowana do stopnia pułkownika. Niektórzy komentatorzy twierdzili, że armia USA nie rozliczyła się uczciwie z Abu Ghraib - wolała przedstawić skandal jako odosobniony wybryk kilku dewiantów, którego nie dostrzegli przełożeni, a nie objaw choroby całego systemu.
W 2010 r. wypłynęły z kolei zdjęcia amerykańskich snajperów, którzy strzelali do afgańskich wieśniaków dla sportu i robili sobie pamiątkowe zdjęcia z trupami. Szef grupy "myśliwych" został uznany za winnego trzech zabójstw w listopadzie, wymiaru kary jeszcze nie ustalono. Grozi mu dożywocie.