http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Romney uskrzydlony

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2012-01-12, ostatnia aktualizacja 2012-01-11 21:35

Po miażdżącym zwycięstwie Mitta Romneya w prawyborach w New Hampshire Republikanie szykują się do trzeciej, być może już ostatniej istotnej batalii w wojnie o nominację partii na wybory prezydenckie - w stanie Karolina Południowa.

Mitt Romney w New Hampshire
Fot. Charles Dharapak AP
Mitt Romney w New Hampshire
Jeśli Romney za dziesięć dni wygra również w Karolinie Południowej, gdzie prowadzi w sondażach, to wyścig pretendentów, którzy chcą w listopadzie odebrać prezydenturę Barackowi Obamie, praktycznie rozstrzygnie się zaraz po starcie. Romney już jest pierwszym republikaninem od 1976 roku, który wygrał dwa pierwsze jego etapy - prawybory w Iowa i New Hampshire. W Iowa zwyciężył zaledwie ośmioma głosami przed byłym senatorem Rickiem Santorum. Ale w New Hampshire zdobył aż 39 proc. głosów, czyli 16 proc. więcej niż drugi w kolejności Ron Paul, kongresmen z Teksasu.

Po ogłoszeniu wyników we wtorek w nocy Romney zachowywał się jak człowiek już nominowany przez partię. O swoich pięciu republikańskich rywalach wspomniał tylko jednym zdaniem, całe przemówienie poświęcił krytykowaniu Obamy. To zresztą strategia, której jest wierny od kilku miesięcy - nie angażuje się w słowne potyczki z innymi kandydatami, żeby nie przydawać im ważności. Atakuje wyłącznie prezydenta, żeby podkreślić swoją pewność, i zarazić tą pewnością słuchaczy, że to on stanie do pojedynku z Obamą.

Litania zarzutów wobec Obamy, którą faworyt powtarza w każdym publicznym wystąpieniu, zaczyna się często od straszenia Europą. - Chociaż Europa nie sprawdza się nawet w Europie, nasz nieudolny prezydent chce wprowadzać Europę w Ameryce! - mówi Romney. - Nie chcemy państwa socjalnego w stylu europejskim, tylko Ameryki, kraju wolności gospodarczej i nieograniczonych możliwości.

Europa w przemówieniach Romneya jawi się jako system oparty na strachu, że będzie źle (stąd rozwinięte programy socjalne), a Ameryka jest, dla kontrastu, systemem opartym na nadziei, że będzie dobrze. - Musi być lepiej i będzie lepiej! - obiecywał we wtorek wieczorem.

Największą przewiną Obamy jest oprócz oczywiście przeciągającego się kryzysu i bezrobocia reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Od 2014 roku ma ona zapewnić ochronę dla dwóch trzecich z prawie 50 mln Amerykanów, którzy nie mają żadnego ubezpieczenia. Co roku setki tysięcy Amerykanów bankrutują, ponieważ nie mieli ubezpieczenia lub firma ubezpieczeniowa wymigała się jakimiś kruczkami w umowie i cały majątek wydają na leczenie ciężkiej choroby.

Romney obiecuje, że obali reformę ubezpieczeń pierwszego dnia urzędowania w Białym Domu. Pomija jednak pewien wstydliwy szczegół - ustawa Obamy jest niemal identyczna jak reforma, którą Romney kilka lat wcześniej wprowadził w stanie Massachusetts, kiedy był jego gubernatorem. O dziwo, ten kompromitujący (w oczach konserwatystów) fakt republikańscy rywale wyciągali mu dotąd dosyć rzadko. A jeśli już, Romney tłumaczył się, że reforma nie była idealna, ale w ostatecznym rozrachunku dobra dla Massachusetts, gdzie Demokraci mieli przewagę w stanowym parlamencie. Jednak, co dobre dla jednego stanu, jest katastrofalne dla Ameryki.

Teraz, kiedy kandydaci ruszają do Karoliny Południowej, żeby stoczyć z Romneyem bitwę ostatniej szansy, faworyt będzie musiał znacznie częściej powtarzać pokrętne tłumaczenia. Nawet nie ze strachu przed konkurentami, którzy już nominacji mu nie odbiorą, ale żeby przygotować się do batalii z Obamą. Jesienią sprawa podobieństwa obu reform wróci ze zwielokrotnioną siłą.

Romney będzie się też musiał gęsto tłumaczyć za firmę Bain Capital, którą w 1984 roku założył z dwoma wspólnikami. Lokowała ona pieniądze inwestorów w inne firmy, często na skraju bankructwa, prowadziła ich restrukturyzację - np. zwalniając ludzi z pracy - i sprzedawała z zyskiem. Dogorywający (politycznie) konkurenci w prawyborach, szczególnie były szef Izby Reprezentantów Newt Gingrich, oskarżają Romneya, że jest brutalnym, bezdusznym kapitalistą, który dorobił się bajecznego majątku (szacowanego na 250 mln dolarów) na nieszczęściu wyrzucanych na bruk ludzi. Romney wyjaśnia, że dzięki inwestorom i menedżerom Bain Capital wiele firm przetrwało i świetnie prosperuje, a zatem zabezpieczał miejsca pracy i tworzył nowe, a nie je likwidował. Wyliczył sobie nawet, choć nie zdradził jak, że stworzył 100 tys. miejsc pracy.

Jednakże nawet starzy wspólnicy Romneya przyznają, że tworzenie miejsc pracy nigdy nie było najważniejsze. - Celem naszej firmy było pomnażanie pieniędzy inwestorów - mówił dla "Los Angeles Times" Marc Walpow, były menedżer Bain. Koronny przykład, teraz wyciągany przez przeciwników Romneya, to wielki dystrybutor zabawek KB Toys. Bain Capital zainwestował w tę firmę w 2000 roku (Romney odszedł z Bain w 1999 roku, ale do dziś ma udział w bieżących zyskach). Półtora roku później KB Toys musiało zaciągnąć ogromny dług, żeby wypłacić 85 mln dolarów w dywidendach dla inwestorów. Inwestorzy, którzy powierzyli swoje pieniądze Bain, zarobili wtedy 370 proc. Ale KB Toys zbankrutowało trzy lata później, 3,4 tys. ludzi straciło pracę.

W Karolinie Południowej Bain Capital zlikwidował kilka małych firm. Dlatego Romney przećwiczy teraz, jak będzie się z tego tłumaczył podczas jesiennych debat z Obamą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1