Stan New Hampshire był drugim w kolei, w którym odbywały się prawybory, które wyłonią rywala dla prezydenta Baracka Obamy. Tydzień wcześniej, w Iowa, mulitmilioner Mitt Romney wygrał zaledwie ośmioma głosami, czyli o 0,007 proc., z byłym senatorem Rickiem Santorum, który przedstawia się jako obrońca rodziny i wartości konserwatywnych. W New Hampshire, gdzie wyborcy mają poglądy bardziej centrowe niż konserwatywne, Romney zdobył we wtorek aż 39 proc. głosów republikańskich wyborców. Drugi w kolejności kongresman Ron Paul z Teksasu miał 23 proc, trzeci - były ambasador
USA w Pekinie Jon Huntsman - 17 proc.
Romney czuje się w New Hampshire jak u siebie - ma tutaj letni domek i był gubernatorem sąsiedniego Massachussets. Jest pierwszym Republikaninem od 1976 roku, który wygrał dwie pierwsze rundy prawyborów. Ma też wielkie szanse na zwycięstwo w trzeciej, w Południowej Karolinie, gdzie prowadzi w sondażach, i czwartej, na Florydzie. Taka seria oznaczałaby w zasadzie, że prawybory są rozstrzygnięte na samym starcie.
Jednakże ostatnie godziny przed głosowaniem w New Hampshire były dla Romneya nerwowe, ponieważ rywale w ostatniej chwili rzucili się mu do gardła i wspólnie przedstawiali go jako bezdusznego kapitalistę, który dorobił się na nieszczęściu zwykłych ludzi.
Chodzi o firmę Bain Capital, którą Romney z dwoma wspólnikami założył w 1984 roku przez kilkanaście lat prowadził, a do dziś inkasuje udziały z jej zysków. Wykupywała ona przedsiębiorstwa na skraju bankructwa, przeprowadzała ich restrukturyzację, najczęściej zwalniając część pracowników, a potem sprzedawała ją z zyskiem. - Jak najbardziej jestem za kapitalizmem, ale jeśli ktoś przychodzi, zgarnia twoje miliony dolarów i zostawia cię jako bankruta, to nie jest tradycyjny kapitalizm - mówił Newt Gingrich, były szef Izby Reprezentantów, w telewizji
NBC. On nawet nie marzy o wygranej w New Hampshire, zdobył 9 proc. i czwarte miejsce, ile o zemście. Negatywne reklamy, na które sztab Romneya wydał w Iowa 3 mln dolarów, zamieniły Gingricha z faworyta sondaży w kandydata drugiego szeregu. Teraz dostał 5 mln dolarów w prezencie od Sheldona Adelsona, właściciela kasyn w Las Vegas, i zamierza tymi pieniędzmi niszczyć Romneya. Od środy będzie pokazywać półgodzinny film "Mitt Romney przyjeżdża do miasta", w którym występują ludzie zwolnieni z
pracy przez Bain Capital.
Nieprzyjemne detale z przeszłości już krążą. - Jedźcie do Gaffney, małego miasteczka w Południowej Karolinie, gdzie Bain Capital splądrowała małą firmę, wyrzuciła na bruk jej 150 pracowników i odjechała z czekiem 20 mln dolarów za usługi menedżerskie! - opowiadał w poniedziałek gubernator Perry (1 proc. w New Hampshire, co stawia jego dalszą kampanię pod poważnym znakiem zapytania).
Romney wspomina Bain Capital inaczej: twierdzi, że zarabiał miliony na ratowaniu miejsc pracy. Dzięki restrukturyzacji wiele firm nie zbankrutowało, a dzięki temu wciąż zatrudniają tysiące ludzi. - Wierzę w prywatną przedsiębiorczość i wolny rynek - podkreśla. Ludzie z jego sztabu dorzucają, że ataków przeciwko kapitalizmowi spodziewali się ze strony Obamy, ale nie od Republikanów. W obronie Romneya i kapitalizmu stanęli kongresmen Paul, libertarianin i zagorzały krytyk amerykańskich wojen, oraz Santorum (w New Hampshire 9 proc., tuż za Gingrichem).
Dopiero w Południowej Karolinie za 11 dni okaże się, czy historia o Bain Capital osłabi Romneya. To praktycznie ostatnia szansa dla jego rywali w prawyborach. W ostatnich dniach Romney popełnił kilka gaf, które dolały oliwy do ognia. W jednej z telewizyjnych debat lekką ręką zaproponował Perry'emu zakład o 10 tys. dolarów w błahej sprawie. Tym sposobem przypomniał widzom, że nigdy nie zaznał "zwykłego życia", w którym nie szasta się takimi sumami - wprawdzie swoje 250 mln dolarów sam zarobił w Bain, ale miał łatwy start, bo jest synem multimilionera. Przedwczoraj stwierdził, że "lubi mieć możliwość zwolnienia kogoś, kto nie spełnia jego oczekiwań". Miał na myśli firmy ubezpieczeniowe, ale cytat został wyrwany z kontekstu i już żyje własnym życiem. Ludzie Obamy, którzy szykują się do batalii wyborczej latem i jesienią, już zacierają ręce.