Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Nazwisko 22-letniego analityka wojskowego wywiadu Bradleya Manninga po raz pierwszy obiegło świat pod koniec maja, kiedy został aresztowany w bazie USA koło Bagdadu i przewieziony do amerykańskiego aresztu w Kuwejcie.
Dwa miesiące wcześniej WikiLeaks opublikowała film z walk w Bagdadzie nagrany w 2007 r. To film z kamery helikoptera i zarazem zapis rozmowy pilotów dwóch amerykańskich śmigłowców Apache przysłanych jako wsparcie żołnierzy walczących w jednej z dzielnic Bagdadu z rebeliantami.
Widać na nim, jak piloci ostrzeliwują grupę mężczyzn, których wzięli za uzbrojonych rebeliantów, zabijając 12 osób, w tym dwóch pracowników agencji Reuters. W filmie słychać też, jak piloci cieszą się z celnych strzałów i jak czekają na pretekst, by móc ostrzelać jednego z rannych. - No dalej, wystarczy, że sięgniesz po broń - podjudzają. Na końcu ostrzeliwują
samochód, który przyjechał zabrać rannych. - Patrz na tych martwych sukinsynów! - cieszą się.
Po wszystkim okazało się, że WikiLeaks zmanipulowała nagranie, powiększając obraz tak, żeby kamery pracowników Reutersa były większe i wyraźniej widoczne i zatajając, że wśród ofiar byli uzbrojeni mężczyźni, w tym jeden z granatnikiem.
Nagranie wywołało oburzenie na całym świecie i doprowadziło do wznowienia umorzonego w 2007 r. śledztwa w tej sprawie.
Kilka tygodni po ujawnieniu filmu, pod koniec maja, ktoś podpisujący się Bradass87 skontaktował się ze słynnym hakerem komputerowym z Kalifornii Adrianem Lamo. "Co byś zrobił, gdybyś tak jak ja miał ciągły dostęp do najtajniejszych danych przez 14 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, przez 8 miesięcy?" - pytał Bradass87.
Przez kolejne pięć dni anonimowy internauta chwalił się w rozmowach z Lamo swoim nieograniczonym dostępem do danych amerykańskiego wywiadu wojskowego sklasyfikowanych jako "ściśle tajne". "Widziałem niezwykłe, przerażające rzeczy, wiem o kryminalnych dealach, o sprawach, które powinny być ujawnione, a nie skrywane w ciemnym pokoju w Waszyngtonie - przekonywał. - Znam prawdziwą, zupełnie niemedialną wersję światowych wydarzeń i kryzysów".
Kiedy tajemniczy nieznajomy pochwalił się Lamo, że przekazał WikiLeaks 260 tys. tajnych raportów amerykańskiej dyplomacji, które "pokazują jej szemrane działania i sprawią, że Hillary Clinton i tysiące dyplomatów na całym świecie dostaną ataku serca", hakerowi puściły nerwy i przekazał zapis ich czatu FBI. Niedługo potem Bradley został namierzony i aresztowany, czeka na proces w areszcie wojskowym w Kuwejcie.
WikiLeaks, która teraz nie chce podać, kto jest źródłem najnowszych sensacyjnych wycieków, po aresztowaniu Manninga nazwała go bohaterem, a Lamo skrytykowała jako donosiciela.
Lamo, który sam nieraz był na bakier z prawem, przyznaje, że choć nigdy nie wydałby "porządnego przestępcy", przestraszył się, że dane ujawnione przez Manninga mogą narazić kogoś na niebezpieczeństwo. - Ten człowiek przebywał w strefie wojny, a chciał rozgłosić na cały świat ściśle tajne informacje - tłumaczył.
Daniel Ellsberg, polityk, który w 1971 r. ujawnił tajny raport amerykańskiej administracji na temat wojny w Wietnamie, uważa, że skala obecnego wycieku jest większa, a Bradleya Manninga opisuje w samych superlatywach. - To mój nowy bohater - mówi. Według Ellsberga szef WikiLeaks Julian Assange może być teraz w prawdziwym niebezpieczeństwie.
Jeszcze przed aresztowaniem w swoich rozmowach z Lamo Manning pisał, że "Bóg wie, co się stanie po ujawnieniu tych dokumentów". "Mam nadzieję, że wywołają wielką dyskusję i zmiany na światową skalę. Jeśli nie, jesteśmy zgubieni" - stwierdził Manning.