http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Syria. Dezerterzy walczą z potężną armią Asada

Marta Urzędowska
2012-02-11, ostatnia aktualizacja 2012-02-10 21:41

Złożona z dezerterów i traktowana początkowo przez świat z przymrużeniem oka Syryjska Wolna Armia z każdym dniem rośnie w siłę i staje się coraz ważniejszym graczem w kryzysie. Na razie nie jest jednak w stanie zagrozić potężnej i ślepo wiernej prezydentowi Baszarowi al-Asadowi armii.

Rebeliant walczący z reżimem, członek tzw.
Fot. AP
Rebeliant walczący z reżimem, członek tzw. "Armii Wolnej Syrii"
SERWISY
- Dezerterujcie, przestańcie kierować broń w piersi waszych braci, pomóżcie nam stworzyć nową armię, która obroni Syryjczyków przed złowrogim reżimem - mówił drżącym z emocji głosem jeden z siedmiu umundurowanych oficerów. W zamieszczonym w internecie pod koniec lipca 2011 r. nagraniu ogłosił, że razem z kolegami tworzy Adż-Dżejsz as-Suri al-Hurr - Syryjską Wolną Armię. Oficerem z nagrania okazał się późniejszy dowódca SWA płk Rijad al-Asad.

Wolna Armia ma maksymę "Zwyciężyć albo zginąć", stronę na Facebooku, gdzie skrupulatnie odnotowuje coraz większe sukcesy, i konto w tureckim banku, na którym zbiera pieniądze na walkę. Nie wiadomo dokładnie, ilu liczy żołnierzy, bo codziennie dezerterują nowi, w styczniu br. kilku generałów i pułkowników. Według opozycji z Lokalnych Komitetów Koordynacyjnych SWA to co najmniej 40 tys. ludzi, chociaż zachodni spece od wojny twierdzą, że to raczej przesadzona liczba, podawana, by zachęcić do dalszych dezercji.

SWA to przy tym nie tyle armia, ile luźna organizacja dezerterów i cywilów, słabo skoordynowana przez dowódców, których większość przebywa w Turcji. Porozumiewają się przez telefony komórkowe i satelitarne, maile i kurierów. Prowadzą głównie wojnę partyzancką, najczęściej w pobliżu miast Homs i Hamy, gdzie aktywnych jest co najmniej dziewięć batalionów. Uzbrojeni głównie w kałasznikowy i wyrzutnie granatników, twierdzą, że mają też działka przeciwlotnicze, a amunicji dostarczają im koledzy z rządowej armii.

W lutym zdobyli też kilka czołgów - ponoć trzy z nich przywiozła za jednym razem grupa ponad stu dezerterów. Broń kupują też na czarnym rynku, głównie w Iraku, Libanie i Turcji, gdzie ceny karabinów gwałtownie rosną.

Mówią, że chodzi im tylko o ochronę cywilów atakowanych przez reżim, nie są w stanie na dłużej przejąć żadnej części kraju. Jednak według opozycji w ostatnich tygodniach kontrolują część Homsu, w styczniu na krótko przejęli wschodnie dzielnice Damaszku, a w miasteczku Zabadani przy libańskiej granicy zmusili ponoć rządowe wojska do podpisania zawieszenia broni.

Zbrojnemu ramieniu opozycji grozi dziś rozłam. Jeden z najwyżej postawionych dezerterów gen. Mustafa asz-Szejk ogłosił w ubiegłym tygodniu utworzenie niezależnej od SWA Wysokiej Rady ds. Wyzwolenia Syrii. - Nie chcemy mieć z nim nic wspólnego, ten człowiek wbił nóż w plecy syryjskiej rewolucji - skrytykował go gen. Asad. Po przeciwnej stronie barykady stoi rządowa armia, jedna z najpotężniejszych na Bliskim Wschodzie. To aż ćwierć miliona żołnierzy w służbie czynnej (na 20 mln mieszkańców) i kilkaset tysięcy rezerwistów dowodzonych przez ślepo posłusznych prezydentowi Asadowi oficerów. Największym dostawcą broni i sprzętu wojennego dla syryjskiej armii jest dzisiaj Rosja, która do 2011 r. sprzedała Damaszkowi uzbrojenie za 4 mld dol.

Syryjski dyktator nie bez powodu poszedł w ślady ojca Hafiza al-Asada, który rządził krajem przez trzy dekady i konsekwentnie obsadzał wszystkie wysokie stanowiska w armii przedstawicielami jego własnej szyickiej sekty alawitów. Dzisiaj to z nich wywodzi się 80 proc. wszystkich oficerów i 70 proc. zawodowych żołnierzy.

Najbardziej elitarne jednostki, jak okryta ponurą sławą Gwardia Republikańska czy dowodzona przez brata prezydenta Mahera Czwarta Dywizja, złożone są wyłącznie z alawitów. Kilkaset tysięcy szeregowców to, jak większość Syryjczyków, sunnici, którym zapewne coraz mniej podoba się strzelanie do współwyznawców.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1