- To wstyd dla Europy i przejaw typowego europejskiego bałaganu. Niebo zamknięto na podstawie modeli komputerowych, a nie na bazie faktów i badań - nie krył wczoraj rozżalenia Giovanni Bisignani, szef Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Lotniczych (IATA). Ostro zaatakował on władze państw Unii Europejskiej, które z dnia na dzień zamknęły przestrzeń powietrzną. - Działali bez analiz, bez konsultacji, bez koordynacji. A teraz chowają głowę w piasek - wyliczał Bisignani, dodając, że trzeba było czekać pięć dni, aż UE pochyli się nad sprawą.
Nie tylko szef IATA nie trzymał wczoraj języka na wodzy. Od zeszłego czwartku straty uziemionych linii lotniczych przekroczyły miliard dolarów. Branża jest tak osłabiona globalnym kryzysem i recesją, że kolejnego kryzysu wiele linii może nie przetrwać. Tracą zresztą nie tylko przewoźnicy - przemysł nie dostaje części zamiennych, nie ma jak przewieźć lekarstw ani szybko psujących się produktów. Tylko w Niemczech przez przestoje w produkcji i transporcie gospodarka traci dziennie miliard euro.
W całej Europie główni przewoźnicy przekonywali pył wulkaniczny wcale nie jest tak niebezpieczny dla silników odrzutowców, jak ją się to przedstawia. Przypominali, że w weekend loty testowe na różnych pułapach odbyło kilkanaście samolotów bez pasażerów - w ich silnikach nie stwierdzono żadnych uszkodzeń, a na dodatkowych filtrach powietrza nie było śladu po pyle wulkanicznym. W poniedziałek próby przeprowadziły British Airways, a następnie przedstawiciele tych linii oświadczyli, że kategoryczny zakaz lotów jest nieuzasadniony.
Lufthansa, niemiecki przewoźnik narodowy, zażądała wczoraj otwarcia nieba nad Niemcami. - Nie dopuszczę, by dla zysku szafowano życiem pasażerów - oświadczył niemiecki minister transportu Peter Ramsauer. - To niebywałe, by stawiać nam takie zarzuty - opowiadał szef Lufthansy Wolfgang Mayrhuber.
Do sporu włączyły się linie Air Berlin, które też wykonały loty testowe. - To zaskakujące, że nikt nie wziął pod uwagę ich wyników - mówił szef linii Joachim Hunold. Odpowiedź ministerstwa transportu znowu była negatywna: samoloty były w powietrzu zbyt krótko i nie dysponowały aparaturą specjalistyczną.
Władze niemieckie wsparły brytyjskie władze lotnicze, które uznały testy przewoźników za bezwartościowe.
Oliwy do ognia w sporze między liniami i politykami dolały anonimowe informacje, że kilka natowskich myśliwców F-16 wleciało w chmurę pyłu i doznało uszkodzeń - w ich silnikach znaleziono drobiny stopionego szkła. Ale kwatera główna NATO dementowała te informacje, twierdząc, że chmura nie ma wpływu na loty samolotów wojskowych.
- Wytyczcie nam choć kilka korytarzy, w których moglibyśmy latać - apelował do rządów szef IATA. Jednak wczoraj po południu zakaz lotów obowiązywał m.in.: na Wyspach Brytyjskich, w krajach Beneluksu, Niemczech, Danii, Szwajcarii, północnej Francji oraz północnych Włoszech. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej po południu zezwoliła na starty i lądowania w Warszawie, Krakowie, Rzeszowie i Łodzi. Godzinę później wycofała się ze swojej decyzji.
Ale są też dobre wiadomości dla linii lotniczych - Komisja Europejska zapowiedziała specjalny program ratunkowy. Najprawdopodobniej linie będą mogły liczyć na pomoc z budżetów państw UE. W podobny sposób branże ratowano po zamachach z 11 września 2001 r., gdy transport lotniczy dotknął ogromny kryzys. - Kryzys związany z chmurą pyłu nie ma precedensu, ale nie możemy czekać, aż chmura się rozwieje - zapewniał unijny komisarz ds. transportu Siim Kallas.
Źródło: Gazeta Wyborcza