http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak przez 70 lat Niemcy ścigali nazistów

Rozmawiał Bartosz T. Wieliński
2010-03-17, ostatnia aktualizacja 2010-03-17 08:58

Sąd w Niemczech sądzi Johna Demianiuka, strażnika z obozu zagłady. Ale w latach 70. uniewinniono komendanta obozu SS w Trawnikach, gdzie Demianiuk był szkolony. Jak to możliwe?

John Demianiuk w karetce na monachijskim lotnisku. Za chwilę pojedzie nią do miejskiego więzienia Stadelheim
Fot. Uwe Lein AP
John Demianiuk w karetce na monachijskim lotnisku. Za chwilę pojedzie nią do...
Wczoraj opisaliśmy historię Samuela Kunza, SS-mana, który nadzorował strażników w niemieckim obozie zagłady w Bełżcu, gdzie zagazowano 600 tys. polskich Żydów. Kunz wiedzie w Niemczech życie emeryta i ma zeznawać na monachijskim procesie Johna Demianiuka, ukraińskiego strażnika z obozu w Sobiborze, oskarżonego o współudział w zamordowaniu 29 tys. osób.

Kunzowi prokuratura szykuje proces dopiero teraz, a prywatnie chce go oskarżyć Aron Krochmalnik, który w Bełżcu stracił rodzinę.

Bartosz T. Wieliński: Dlaczego były SS-man z obozu w Bełżcu od ponad pół wieku żyje spokojnie pod Bonn?

Dr Annette Weinke, specjalistka od historii nazizmu na uniwersytecie w Jenie: Nikomu nie zależało na tym, by postawić go przed sądem. W Niemczech rozrachunki zamarły w latach 50. Po procesach norymberskich postawiono przed sądami garstkę nazistów, wyroki były symboliczne.

Ale w latach 60. były procesy załogi KL Auschwitz, członków Einsatzgruppen, które mordowały Żydów, czy strażników z Bełżca, gdzie był Kunz.

- Ta fala procesów była możliwa dzięki Centrali Ścigania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu. Ta niezależna instytucja gromadziła dowody zbrodni i przygotowywała akty oskarżenia w tak spektakularnych sprawach jak np. Einsatzgruppen. Szukała raczej dowodów przeciwko dowódcom, wysokim urzędnikom niż szeregowym sprawcom.

Centralę utworzono w 1958 r. z założeniem, by Niemcy mogli powiedzieć, że ścigają nazistów. Brakowało jej funduszy, a sędziów i prokuratorów z Ludwigsburga środowisko prawnicze miało za ludzi kalających własne gniazdo. Do dziś Centrala doprowadziła do skazania kilku tysięcy sprawców. W tym samym czasie w NRD i Austrii nazistów nie ścigano w ogóle.

Jak na pobłażanie nazistom reagowali zwykli Niemcy?

- Na prowincji wojenna przeszłość do dziś jest tabu. Pochodzę z landu Szlezwik-Holsztyn, który nie bez powodu nazywano brunatnym, bo byli naziści zasiadali nawet w rządzie landu. Rozliczenia zaczęły się dopiero w latach 80., gdy społeczeństwo zaczęło inaczej patrzeć na przeszłość. Ale tym zajęli się historycy, a nie prokuratorzy i sędziowie.

Czy proces Demianiuka wpłynie na postrzeganie przeszłości przez Niemców?

- Myślę, że tak. Relacje z procesu w wielu Niemcach wzbudzają niepokój. Bo jak to możliwe, że dziś sądzi się szeregowego strażnika, a komendanta obozu SS w Trawnikach pod Lublinem, gdzie Demianiuk był szkolony, niemiecki sąd w latach 70. uniewinnił? Jak sąd ma teraz skazać Demianiuka czy w przyszłości Kunza, skoro ich przełożonych uniewinniano? Nasi sędziowie, wydając wyrok, będą musieli wziąć pod uwagę wyroki wydane przez poprzedników. Jak sobie z tym poradzą?

Może lepiej Kunza czy Demianiuka nie sądzić? Schorowani, dobiegają dziewięćdziesiątki, nie ma gwarancji, że uda się ich skazać...

- Nie zgadzam się. Niemcy mają obowiązek ścigać zbrodniarzy, póki żyją i są na tyle poczytalni, by brać udział w procesie. A to, że winę trudno udowodnić, nie oznacza, że prokuratorzy nie powinni próbować.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':