http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sukces Skrzypka i trochę błędów

Witold Gadomski
2010-01-25, ostatnia aktualizacja 2010-01-25 00:03

Prezes NBP ma powody do satysfakcji, świętując półmetek swej kadencji. Podczas największego od lat kryzysu finansowego kierowana przez niego instytucja zdała egzamin, zyskując pozytywne oceny większości ekspertów polskich i zagranicznych.

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie. Na zdjęciu prezes NBP i przewodniczący RPP Sławomir Skrzypek.
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała, że stopy procentowe pozostaną na...
Kontrastuje to z atmosferą, w jakiej Sławomir Skrzypek był wybierany na swoje stanowisko w styczniu 2007 roku.

Przeszedł w Sejmie głosami posłów PiS, Samoobrony i LPR, którzy poparli zgłoszonego przez prezydenta kandydata po skomplikowanych targach politycznych. PiS-owskie "przystawki" zgodziły się poprzeć zaufanego człowieka prezydenta w zamian za dodatkowe miejsce w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.

W mediach komentarze publicystów i ekonomistów były niemal bez wyjątku nieprzychylne. Prezesowi zarzucano brak kompetencji i doświadczenia, nieznajomość spraw związanych z międzynarodowymi finansami. Największy niepokój budziły związki Sławomira Skrzypka z obozem braci Kaczyńskich. Wprawdzie nie był formalnie członkiem PiS, ale swą karierę robił u boku Lecha Kaczyńskiego. Pracował pod jego kierownictwem w NIK, był jego zastępcą, gdy Kaczyński został prezydentem Warszawy, wreszcie dzięki związkom z prezydentem kierował największym państwowym bankiem PKO BP. Wielu komentatorów i polityków obawiało się, że Sławomir Skrzypek - inaczej niż jego poprzednicy - będzie zbyt zależny od polityków, co osłabi pozycję kierowanej przez niego instytucji.

Prezes robi roszady

Pierwsze działania prezesa zdawały się potwierdzać obawy o przyszłość NBP. Skrzypek odebrał kompetencje pierwszemu zastępcy Jerzemu Pruskiemu, który w związku z tym podał się do dymisji, a wkrótce potem odszedł także drugi wiceprezes Krzysztof Rybiński. Przeciwko zmianom kompetencji członków zarządu protestowała Rada Polityki Pieniężnej, która w styczniu 2008 roku podjęła uchwałę "w sprawie przywrócenia stanu organizacyjnego zgodnego z ustawą o Narodowym Banku Polskim". "Za" głosowali wszyscy członkowie RPP, z wyjątkiem Skrzypka. Jeszcze kilka razy polityka kadrowa Skrzypka wywoływała krytykę komentatorów. W grudniu 2008 z zarządu banku zrezygnowała Anna Trzecińska - wysoko oceniany specjalista - która nie pogodziła się z odebraniem jej nadzoru nad departamentem operacji krajowych. W ostatnich tygodniach prezes Skrzypek odebrał członkowi zarządu NBP profesorowi Zbigniewowi Hockubie nadzór nad Instytutem Ekonomicznym - departamentem odpowiedzialnym m.in. za projekcję inflacji. Inny członek zarządu Jerzy Stopyra stracił z kolei nadzór nad departamentu zarządzania ryzykiem finansowym.

Jednym z dwu nowych wiceprezesów został prof. Witold Koziński, bankowiec z długim doświadczeniem (pełnił tę funkcję przy Hannie Gronkiewicz-Waltz), będący jednak postacią pod wieloma względami kontrowersyjną, z życiorysem bardziej pasującym do SLD niż do PiS. Jego nominacja wywołała opór premiera, który zgodził się na nią po wielu miesiącach zwłoki. Z drugiej strony obecność Kozińskiego na wysokim stanowisku w NBP świadczyła o tym, że Skrzypek nie zamierza uczynić z kierowanej przez siebie instytucji kadrowej rezerwy PiS.

Kapliczka dla Lehmana

Aż do lata 2008 roku głównym zadaniem, na którym skupiał się bank centralny, była polityka pieniężna. Prezes NBP kieruje Radą Polityki Pieniężnej, ale jego głos jest tylko jednym z dziesięciu. Poprzednicy Skrzypka mieli sposoby przekonywania członków RPP do swoich racji i zwykle głosowania odbywały się po ich myśli. Skrzypkowi zdarzyło się przegrać głosowanie stosunkiem 1:9. Niemal w każdym głosowaniu był po stronie "gołębi", sprzeciwiając się podniesieniu stóp procentowych lub popierając obniżki. Inflacja przez pierwsze miesiące jego kadencji utrzymywała się poniżej celu określonego przez NBP (2,5 proc. +,- 1 punkt procentowy), choć ekonomiści przestrzegali, że wkrótce zacznie rosnąć. RPP zaczęła podwyżki stóp zbyt późno i już pod koniec 2007 roku inflacja wyskoczyła ponad górną granicę celu. Najwyraźniej prezes był tym zaskoczony, gdyż jeszcze w końcu października 2007 głosował przeciw podwyżkom.

- Rada Polityki Pieniężnej nie powinna patrzeć na CPI (wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych), ale na inflację bazową - mówi profesor Dariusz Filar, jeden z "jastrzębi" odchodzącej Rady Polityki Pieniężnej. - Nieraz mówiłem, że powinniśmy w NBP zbudować małą kapliczkę dla banku Lehman Brothers, gdyż jego upadek uchronił nas od katastrofalnie wysokiej inflacji.

Zdaniem Filara inflacja bazowa - to jest inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii - nie powinna przekraczać poziomu 1,5 proc. Wówczas szoki zewnętrzne, na przykład gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, nie zagrażają celowi inflacyjnemu. Tymczasem od objęcia stanowiska prezesa NBP przez Sławomira Skrzypka inflacja bazowa wzrosła z 0,7 do 2,8 proc. i polityka pieniężna nie była w stanie na czas zareagować na boom na światowych rynkach surowcowych, jaki trwał do połowy 2008 roku.

"Na szczęście" we wrześniu 2008 roku upadł Lehman Brothers, ceny surowców spadły i w grudniu 2008 roku inflacja znów znalazła się w paśmie określonym przez cel inflacyjny.

NBP robi protezy rynku

Kryzys finansowy otworzył zupełnie nową kartę w działaniach NBP. W październiku 2008 roku polskie banki zaczęły odczuwać objawy paniki. Wprawdzie przed okienkami nie ustawiały się długie kolejki (jak przed brytyjskim bankiem Northern Rock), ale w ciągu kilku tygodni wycofano depozyty wartości wielu miliardów złotych. Bankowcy obawiali się, że spółki-matki zaczną wycofywać z Polski pieniądze, a na wieść o tym ludzie rzucą się do kas. Dodatkowym ryzykiem były kredyty walutowe, zaciągane między innymi na zakup nieruchomości przez prywatne osoby. Banki udzielały ich, same finansując się na rynku międzynarodowym krótkoterminowymi pożyczkami. Ale jesienią 2008 rynki międzynarodowe były w stanie paniki i kredyt na nich wysechł. W dodatku złoty zaczął się mocno osłabiać, podrażając obsługę kredytów walutowych. Bez nadzwyczajnych działań wielu bankom groziła niewypłacalność.

Początek akcji ratunkowej podjętej przez NBP nie był najszczęśliwszy. 8 października 2008 roku prezes zwołał nadzwyczajne, nocne posiedzenie RPP. Poza wydaniem komunikatu żadna decyzja nie została podjęta. Rynki finansowe uznały nocne posiedzenie RPP za sygnał alarmowy świadczący o złej kondycji sektora bankowego. Złoty natychmiast się osłabił, a rynek międzybankowych kredytów zamarł. Akcja prezesa, nieuzgodniona z Ministerstwem Finansów, świadczyła o tym, że problemem może być koordynacja działań antykryzysowych głównych instytucji: rządu, NBP i Komisji Nadzoru Finansowego. Niektórzy politycy PO uważali nawet, że prezes Skrzypek może "grać" na pogłębienie kłopotów bankowych, by w ten sposób podkopać pozycję rządu.

Nic takiego się nie stało, choć jeszcze kilka razy podczas kryzysu doszło do spięcia między rządem i bankiem centralnym. Koordynacja działań była jednak coraz lepsza, do czego niewątpliwie przyczyniło się powstanie Komitetu Stabilności Finansowej, złożonego z ministra finansów, prezesa NBP i przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Rząd zagwarantował bezpieczeństwo depozytów trzymanych w bankach, KNF wprowadził monitorowanie przepływów finansowych między polskimi bankami-córkami a zagranicznymi centralami. Natomiast NBP wprowadził w połowie października 2008 Pakiet Zaufania.

Działania NBP w okresie kryzysu wysoko ocenia Jan Krzysztof Bielecki, były prezes Pekao SA. - Najważniejsze były dwie sprawy: wprowadzenie SWAP-ów walutowych oraz operacji repo zasilających banki w gotówkę - mówi Bielecki. SWAP walutowy to umowa, w której dwie strony postanawiają wymienić między sobą określoną kwotę waluty na równowartość w innej walucie, na określony czas. Operacje repo polegają na zakupie papierów wartościowych po określonej cenie przez bank centralny, z jednoczesnym zawarciem umowy ich odkupienia. Pozwalają one bankowi centralnemu udzielać sektorowi bankowemu krótkoterminowych kredytów pod zastaw tych papierów wartościowych. SWAP-y stały się protezą rynku międzynarodowego, operacje repo - rynku międzybankowego. Dzięki obu instrumentom NBP dostarczył bankom komercyjnym odpowiednią płynność w złotówkach i walutach zagranicznych.

Dobrze działania NBP ocenił też Marek Belka, który w wywiadzie dla "GW" określił ich skuteczność jako powyżej średniej światowej.

Instytucje odpowiadające za stan gospodarki - rząd, NBP i KNF - dobrze wypełniły swoje zadania - mówił Mateusz Morawiecki, prezes banku BZ WBK, podczas dyskusji w "Gazecie". "NBP dopasował płynność do potrzeb rynku, wykupione zostały obligacje NBP, obniżona została stopa rezerwy obowiązkowej z 3,5 na 3 proc".

Kto ma bronić złotego

Nie wszystkie działania NBP budzą zachwyt. Dariusz Filar uważa, że NBP już powinien odchodzić od nadzwyczajnych działań zastępujących rynek. Banki mają bowiem nadmiar gotówki, a jedynie kilka z nich ma problemy z jej zdobyciem na rynku. - Zapewnianie najsłabszym bankom pomocy obniża ich skłonność do bardziej energicznych starań o poprawę sytuacji - mówi członek odchodzącej RPP.

Kontrowersyjne były też działania prezesa NBP w sprawie obrony kursu złotego. Na początku 2009 roku polska waluta osłabła tak mocno, że wielu analityków było przekonanych, że wkrótce "pęknie" granica 5 zł za euro. Prezes Skrzypek publicznie ogłaszał, że NBP nie będzie w żadnym wypadku interweniowało w jego obronie. Taka postawa była zgodna z wieloletnią praktyką polskiego banku centralnego, ale w nadzwyczajnej sytuacji wypowiedź prezesa była niezręczna. Rynki finansowe mogły ją odczytać jako zachętę do dalszej spekulacji na obniżkę kursu. 7 lutego 2009 roku w gabinecie Donalda Tuska odbyło się poufne spotkanie premiera, ministra finansów i kilku ekspertów finansowych. Postanowiono na nim (mimo wątpliwości ministra Rostowskiego), że rząd weźmie na siebie obronę złotego. 18 lutego rząd zaczął poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego sprzedawać euro na rynku i złoty zaczął odrabiać straty. Interwencja miała niewielką skalę, ale spekulanci szybko zrozumieli, że gra na osłabienie polskiej waluty może być ryzykowna. Kilka dni później banki centralne Polski, Węgier i Czech zapowiedziały, że są gotowe bronić narodowych walut, które od tego czasu zaczęły się powoli, lecz nieustannie umacniać. To był punkt zwrotny w kryzysie finansowym w naszym regionie. Przetrwaliśmy go w niezłej kondycji i niemała w tym zasługa Narodowego Banku Polskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 44 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1