Przed świętami Bożego Narodzenia europejskie biuro statystyczne Eurostat opublikowało ranking zamożności krajów Unii Europejskiej za rok 2008. Miernikiem zamożności jest tu produkt krajowy brutto (
PKB) na głowę mieszkańca, z uwzględnieniem siły nabywczej waluty. Najbogatszym członkiem UE był obywatel Luksemburga, a za nim - Irlandii, Holandii i Austrii.
Polska, która osiągnęła 56 proc. średniej zamożności europejskiej, plasowała się na dalekim miejscu, wyprzedzając jedynie dwa kraje, które ostatnio dołączyły do Unii - Bułgarię i Rumunię. Przed nami były trzy małe kraje bałtyckie, które przez kilka lat pędziły jak szalone, licząc na to, że europejski peleton dościgną w ciągu dekady.
Ale w 2009 r. świat odczuł skutki finansowej katastrofy i Europa pogrążyła się w recesji. Według Eurostatu PKB 27 krajów Unii spadł średnio o 4,1 proc. Jedynym krajem notującym wzrost była Polska, która według unijnych ekspertów osiągnęła dynamikę 1,2 proc., a według innych ośrodków badawczych nawet nieco wyższą.
Informacje Eurostatu o zamożności krajów za 2009 r. poznamy dopiero za rok. Wyręczając szacowną instytucję i korzystając z jej danych, przeprowadziłem więc już dziś uproszczone obliczenia.
Recesję najsilniej odczuły kraje bałtyckie - zanotowały spadki kilkunastoprocentowe PKB. Najbardziej Litwa - 18,1 proc. Swoją drogą ciekawe, że Litwa, którą tak wiele łączy z Polską, znalazła się po przeciwnej do nas stronie lustra. Większe niż średnie spadki miały też: Irlandia (-7,5 proc.), Słowenia (-7,4 proc.), Finlandia (-6,9 proc.), Węgry (-6,5 proc.) i Słowacja (-5,8 proc.).
Mimo recesji w czołówce zmiany niewielkie. Luksemburczyk wciąż jest najbogatszy - 2,7 razy bardziej niż przeciętny Europejczyk. Na drugie miejsce wyszła Holandia, która przebyła recesję łagodniej niż Zielona Wyspa. Irlandia spadła na miejsce trzecie.
Skoro skurczył się średni poziom zamożności, Polska awansowała, choć nie jest to skok spektakularny. Według moich obliczeń osiągnęliśmy 60 proc. poziomu europejskiego, wyprzedzając Łotwę i Litwę i zrównując się z Estonią. Co ciekawe, niemal zrównaliśmy się z Węgrami, które przed 20 laty były od Polski wyraźnie bogatsze.
Portugalia, najbiedniejszy kraj starej UE, osiągnęła 77 proc. średniej zamożności w Europie. Dogonimy ją, jeśli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, za jakieś dziesięć lat. Jeśli będziemy nadal rośli w tempie 4,5-5 proc. - czyli tak jak przeciętnie w latach przed kryzysem - średni poziom europejskiej zamożności osiągniemy za 25 lat. No, chyba że zdołamy zreformować gospodarkę, wówczas pogoń będzie o kilka lat krótsza.
Pieniądze to nie wszystko, warto więc przyjrzeć się rankingowi „dobrostanu” sporządzonemu przez Legatum Institute. Jest to międzynarodowy think-thank, który jako swoją misję określa badania nad dobrobytem gospodarczym i społecznym, wolnością jednostki i bezpieczeństwem. Wskaźnik „dobrostanu” uwzględnia dziewięć kryteriów: • fundamenty gospodarki, • przedsiębiorczość i innowacyjność, • jakość instytucji demokratycznych, • poziom edukacji, • poziom zdrowia, • bezpieczeństwo, • jakość rządzenia, • wolność osobistą i • kapitał społeczny, przez który rozumie się udział we wspólnocie i zaufanie do innych ludzi.
Według Legatum w roku 2009 w największym "dobrostanie" pławiła się Finlandia; ma doskonałe wyniki we wszystkich dziewięciu kategoriach. Na ostatnim, 104. miejscu jest Zimbabwe.
Polska uzyskała niezłe 29. miejsce - osiągając dziewięć przyzwoitych ocen. Najlepiej wypadamy w jakości instytucji demokratycznych - miejsce 24.; najgorzej w dziedzinie kapitału społecznego - 68. Krótko mówiąc, jesteśmy nieufni i mało przyjaźni dla bliźnich.
Z sukcesów, których inni nam zazdroszczą, nie umiemy się cieszyć.