http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oby zimy były ciepłe

Rozmawiał Witold Gadomski
2009-12-21, ostatnia aktualizacja 2009-12-20 23:38

Jeżeli nasi zachodni kontrahenci nie chcą nam sprzedać gazu bez zgody Gazpromu, to nic na to nie możemy poradzić. Jeżeli poskarżymy się w Unii na zmowę firm gazowych z Gazpromem, to oni się wyprą. Z Michałem Szubskim, prezesem PGNiG, rozmawia Witold Gadomski

Michał Szubski, prezes PGNiG
fot. Jacek Łagowski
Michał Szubski, prezes PGNiG
Kraje Europy Zachodniej zmniejszają zakupy gazu od Gazpromu, a w tym czasie PGNiG negocjuje nowy długoletni kontrakt.

Michał Szubski: Sytuacja Polski jest zupełnie inna niż krajów Europy Zachodniej. Firmy niemieckie, włoskie, francuskie mają zawarte długoletnie kontrakty z Gazpromem na nieporównywalnie większe dostawy gazu niż PGNiG. Natomiast Europa Zachodnia przeżywa głęboką recesję i stąd bierze się mniejsze zapotrzebowanie na gaz. Polska ma zdecydowanie lepszą sytuację, a konsumpcja gazu spadła nieznacznie. W Europie Zachodniej kryzys spowodował zmniejszenie zapotrzebowania odbiorców komunalnych na gaz, w Polsce nic takiego nie nastąpiło. Polskie gospodarstwa domowe recesji praktycznie nie odczuły, a zmniejszenie zapotrzebowania na gaz dotyczy jedynie przemysłu. Wniosek jest taki - gdy w Europie Zachodniej powróci wzrost gospodarczy, popyt na gaz ponownie wzrośnie i wzrosną dostawy z Gazpromu. Druga połowa roku 2008 i rok 2009 są wyjątkowe i na ich podstawie nie należy mówić o długoletnich trendach na rynku gazu. Polska od 2003 roku, gdy wynegocjowano z Rosją zmniejszenie dostaw, żyje w permanentnym deficycie gazu. Waha się on od 2 do 3 mld m sześc. rocznie. Był łatany doraźnymi umowami z pośrednikami, którzy byli bardziej lub mniej wiarygodni, i nie chcielibyśmy w dalszym ciągu być w takiej sytuacji.

Czyli Europa ma gazu za dużo, a Polska ma niedobór?

- Europa ma dobrze zbilansowane dostawy.

Ale redukcje zapotrzebowania Europy Zachodniej na gaz rosyjski są bardzo głębokie, sięgające w tym roku 30 proc. To nie jest tylko skutek recesji, ale też trendów globalnych - na przykład szybkiego wzrostu produkcji gazu w Stanach Zjednoczonych, co uwalnia zasoby gazu skroplonego. Stany Zjednoczone już praktycznie nie importują LNG, więc ten gaz może kupować Europa.

- Według mojej wiedzy żadna z firm europejskich nie rozpoczęła renegocjacji wieloletnich kontraktów z Gazpromem. Nadpodaż jest chwilowa i będzie trwała tak długo, aż przemysł zacznie wychodzić z recesji. Wkrótce wszystko na rynkach gazu wróci do normy. Można dyskutować, czy nastąpi to w roku 2010, czy 2011 r.

I sądzi pan, że zachodnioeuropejskie firmy w dalszym ciągu będą zawierały długoletnie kontrakty oparte na cenie ropy naftowej?

- Oczywiście, do tej pory nikt nie wymyślił lepszego mechanizmu. Toczy się wprawdzie od wielu lat dyskusja, na jakich wskaźnikach ma być tworzona formuła cenowa w kontraktach gazowych, ale w praktyce wciąż obowiązują formuły oparte na cenach ropy lub ropopochodnych i nikt tego nie kwestionuje.

Jednak coraz częściej kwestionuje się wiązanie cen gazu z cenami ropy. Czytałem analizy kilku banków dotyczące sytuacji Gazpromu. Wszystkie podkreślają, że liberalizacja rynku gazu w Europie sprawia, że ceny gazu nie będą podążały za cenami ropy.

- Bankowcy skompromitowali się, doprowadzając do światowego kryzysu finansowego. W sprawie gazu nie są żadnym autorytetem. Oczywiście znam pogląd, że ceny gazu i ropy w najbliższych latach będą kształtowały się odmiennie. Został on przedstawiony w raporcie Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Ale to tylko jedna z teoretycznych hipotez. Praktyka jest taka, że wciąż obowiązują długoletnie kontrakty dostaw gazu, gdzie cena gazu powiązana jest w różny sposób z cenami ropy naftowej.

Skoro Europa ma nadwyżkę gazu, a Polska niedobór, to może najprościej byłoby kupować gaz w Europie. Na rynkach spotowych można go dziś kupić dwa razy taniej, niż PGNiG płaci w długoletnich kontraktach.

- Kupić można bez żadnego problemu, tylko nie można go dostarczyć do Polski.

Dlaczego?

- Bo nie ma którędy, nie połączyliśmy się z sieciami europejskimi.

Nie można go kupić w Niemczech lub w Holandii i odebrać z gazociągu jamalskiego, który przechodzi przez Polskę? Przecież w Europie Zachodniej takie operacje swapowe na rynku gazu to standard.

- Z punktu widzenia formalnoprawnego ma pan rację, ale do takich transakcji brak chętnych. Rozmawialiśmy w I połowie 2009 roku ze wszystkimi firmami europejskimi. Proponowaliśmy zakup z punktem odbioru w Polsce z gazociągu tranzytowego. Każdy z kontrahentów warunkował taką umowę zgodą Gazpromu.

I co na to Gazprom?

- Mówi - przecież od nas możecie kupić.

Czy to nie jest łamanie dyrektyw unijnych? Przecież operatorzy gazociągów nie mogą decydować, jaki gaz płynie ich rurami i od kogo odbiorcy chcą kupować gaz.

- Żeby kupić, ktoś musi sprzedać. Zachodnie firmy energetyczne nie chcą zawrzeć z nami takiej transakcji, jeżeli nie godzi się na nią Gazprom, i nic na to nie poradzimy. Niezależnie od deklaracji o solidarności energetycznej Europy wszystkie europejskie firmy gazownicze robią wielkie interesy z Gazpromem. I to nie na 2 mld m, które Polska dodatkowo negocjuje, ale na kilkadziesiąt miliardów. I sądzi pan, że zaryzykują swoją pozycję negocjacyjną, by sprzedać miliard metrów Polsce? Nie żartujmy! Każdy z nich wie, że partnerem dla niego jest Gazprom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 88 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':