http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Parasol Tuska nad Gradem

Witold Gadomski
2009-10-11, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 14:58

CBA nieprzypadkowo "odpaliło" aferę stoczniową w piątek wieczorem. Platforma wciąż była oszołomiona po uderzeniu, jakim było ujawnienie afery hazardowej, gdy Mariusz Kamiński wyprowadził cios kolejny. Jeżeli okaże się celny, PO znajdzie się na deskach

Witold Gadomski
Fot. Gazeta
Witold Gadomski
Nie ulega wątpliwości, że harmonogram działań CBA jest tak pomyślany, by jak najbardziej zaszkodzić rządzącej partii. Tajne materiały ujawnione w internecie dotyczą spraw sprzed kilku miesięcy. Ale wyłożenie ich na stół zaraz po aferze hazardowej ma wywołać wrażenie, że rząd Donalda Tuska jest pogrążony w korupcji. Prawdopodobnie jeszcze długo po odejściu Kamińskiego z CBA do prasy będą przeciekać informacje i podsłuchy gromadzone przez Biuro. Nie zdziwię się, jeśli będą one kompromitujące tylko dla przeciwników PiS.

Czy można temu przeciwdziałać? Nie sądzę. Rząd nie zrobił w ciągu dwóch lat niczego, by uszczelnić tajne służby. Nikogo już nie szokuje, że supertajne materiały szybko przedostają się do pewnych gazet lub internetu. To tylko jeden z objawów choroby państwa.

Media przez cały weekend zachodziły w głowę, o co tym razem chodzi, łowiąc strzępy informacji podawane przez osoby, które z materiałami CBA się zapoznały. Najpełniej sprawę komentowali politycy PiS, zwołując konferencję prasową. "Nowa afera świadczy o głębokim kryzysie, którego nie mogą już załatwić komisje śledcze" - zapewniał prezes Jarosław Kaczyński. A Grzegorz Napieralski, szef SLD - partii, która coraz mocniej wchodzi w buty przystawki PiS - stwierdził, że najlepiej byłoby powołać komisję ds. afer rządu Tuska.

Z ujawnionych materiałów wynika, że sprzedaż majątku stoczni Gdynia i Szczecin była pasmem niejasnych i nieudolnych działań Ministerstwa Skarbu, które w dodatku zakończyły się całkowitym fiaskiem. Wysocy urzędnicy, w tym dyrektor departamentu nadzoru właścicielskiego Jacek Goszczyński, z niejasnych powodów preferowali jednego kontrahenta - słynnego katarskiego inwestora, o którym opowiadał na konferencjach minister Aleksander Grad. Przed rokiem zapytałem Grada, czy ma zaufanie do Goszczyńskiego. - Stuprocentowe - odpowiedział.

Oficjalnie nabywcą majątku stoczni był fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights zarejestrowany na Antylach Holenderskich. Ale było jasne, że to fasada, za którą kryje się inwestor prawdziwy. Minister Grad twierdził, że jest nim wielki katarski fundusz Qinvest. Ten przysłał oficjalne dementi. Niezrażony tym Grad powtarzał, że wie lepiej, kto jest inwestorem i wprawdzie operacja jest finansowo skomplikowana, ale pieniądze daje Qinvest.

Gdy w sierpniu stało się jasne, że transakcja nie dojdzie do skutku, pojawiły się pogłoski, że jej stroną był libański handlarz bronią Abdul Rahman El-Assir mający jakoby powiązania z Hezbollahem. Jest faktem, że pieniądze na kaucję za stocznie (8 mln euro) zostały wpłacone do Agencji Rozwoju Przemysłu z konta bankowego El-Assira.

W Polsce robił on interesy z firmą zbrojeniową Bumar, sprzedając m.in. polską broń do Gruzji. Ma też związki z Katarem jako doradca kuwejckich banków. W 2007 r. El-Assir, jak podawała "Rzeczpospolita", poleciał do Tbilisi jednym samolotem z prezydenckim ministrem Robertem Drabą oraz z wiceprezesem Bumaru. Dla Kancelarii Prezydenta to informacja ambarasująca.

Według niepotwierdzonych informacji El-Assir (który używa też kilku innych nazwisk i posługuje się wieloma paszportami) dostał propozycję - Bumar zwróci pieniądze wynikające ze wzajemnych rozliczeń, jeśli ten złoży ofertę zakupu stoczni. Firma przekazała handlarzowi pieniądze, których część stała się kaucją wpłaconą za stocznie. Ten potem wycofał się z transakcji i nie pomogły interwencje samego Tuska u premiera Kataru - szejka Hamada bin Jassem bin Jabr Al Thani, członka rodziny panującego emira.

Wielokrotnie pisałem, że zarówno prywatyzacja stoczni, jak i późniejsze próby sprzedaży majątku stoczniowego były prowadzone co najmniej nieprofesjonalnie. Apelowałem do premiera, by zmienił ministra skarbu. Ten nawet po ostatecznym fiasku negocjacji z rzekomym inwestorem katarskim zachował Grada na stanowisku, biorąc tym samym odpowiedzialność za jego działania.

Ujawnione materiały CBA nie są - przynajmniej dla mnie - rewelacją. Być może nawet nie stanowią podstaw do zbudowania aktu oskarżenia. Ale pokazują miałkość i cwaniactwo wysokich urzędników związanych z PO. W tym sensie są dla Tuska i Platformy kolejnym ciosem. Jak bolesnym - przekonamy się w tym tygodniu.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów