W sobotnich gazetach ukazały się dwa teksty prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oba są ważne dla zrozumienia psychiki prezydenta, jego wizji historii i współczesnego świata.
Pierwszy, zamieszczony w "Rzeczpospolitej", poświęcony rocznicy powstania państwa podziemnego, przypomina czytankę dla młodzieży: "Polska Podziemna to (...) także, a może przede wszystkim, ogół obywateli. (...) Każdy na swój sposób walczył o wolną Polskę. Ten, kto kilka lat walczył w lesie, jak i ten, kto żywił partyzanckie oddziały. Ten, kto udostępniał swe mieszkanie konspiratorom, jak i ten, kto na jedną noc ukrył żydowską rodzinę. Ten, kto wykonywał wyrok na funkcjonariuszu gestapo czy NKWD, jak i ten, kto przenosił grypsy na Pawiak czy na Brygidki. Ten, kto kolportował "bibułę", i ten, kto niósł pociechę wiernym w świątyni czy pod gołym niebem - przy polowym ołtarzu".
Bez trudu można wykazać, że przedstawiony przez prezydenta obraz Polskiego Państwa Podziemnego i polskiego społeczeństwa w latach 1939-45 jest bardzo uproszczony i okrojony z faktów nieprzyjemnych: "obywatelskich" donosów do gestapo, morderstw politycznych, bratobójczych walk, wyroków śmierci wydawanych przez samozwańcze trybunały. Prezydent Polski zasklepił się w czytankowych mitach, do których podchodzi bezkrytycznie. Nie mówi o błędach popełnionych przez polskich polityków w 1939 i 1944 r., nie zastanawia się, czy można było ich uniknąć i co należy zrobić, by tragedia sprzed 70 lat nigdy się nie powtórzyła. Być może Lech Kaczyński uważa, że Polska może istnieć tylko w sytuacjach nadzwyczajnych i tragicznych, bo wówczas jest naprawdę wielka.
"Polska. The Times" przedrukowała tekst wykładu wygłoszonego 24 września przez prezydenta w Nowym Jorku. Jego treść można streścić w trzech zdaniach:
Polska jest krajem wielkim, ale przez świat niedocenianym.
Ameryka, rezygnując z rozmieszczenia tarczy w Polsce, okazała się niewdzięczna, gdyż Polska zasłużyła na tarczę udziałem w wojnie w Iraku i Afganistanie.
Na wschód od Polski leżą kraje również przez świat niedocenione: Ukraina, Gruzja, Azerbejdżan, Turkmenistan, Kazachstan.
Ani słowa o Rosji, ani słowa o Unii Europejskiej, poza informacją, że Polska, w odróżnieniu od starej Unii, poparła inwazję wojsk amerykańskich na Irak, lecz nie doczekała się za to nagrody. Trudno zrozumieć, do kogo przemówienie było adresowane, co Lech Kaczyński chciał zagranicznym przywódcom i ośrodkom wpływającym na opinię publiczną przekazać. Chyba tylko to, że Polska, jak zawsze w swej historii, uważa się za ofiarę. Czy ten przekaz zrobi na kimś dobre wrażenie?
W przemówieniu Kaczyńskiego znalazł się też jeden "kwiatek", na który zapewne słuchacze w Nowym Jorku nie zwrócili uwagi. "W 2007 r. władze w Polsce przejęła inna partia, ale też o postkomunistycznej genezie" - mówił prezydent o rządzie Donalda Tuska. Mamy w ten sposób pełny obraz świata Lecha Kaczyńskiego. Prezydent i jego brat na czele podziemnego państwa, a wokół komuniści, postkomuniści i ci, którzy Polskę zdradzają.
Źródło: Gazeta Wyborcza