Czekamy na Wasze listy. Napisz: pytanieokryzys@gazeta.pl
>
1. Ben Bernanke Obecny szef Rezerwy Federalnej USA (Fed). Historia zapewne nie oceni jednoznacznie jego dokonań, ale rok po upadku banku Lehman Brothers Bernanke zasługuje na miejsce w gronie zwycięzców.
Gdy przed dwoma laty zaczął się kryzys, szef Fed skupił się na ratowaniu banków. Prawie mu się to udało - z wielkich upadł jedynie Lehman.
W lipcu Agencja Bloomberga przeprowadziła ankietę wśród menedżerów bankowych i inwestorów z całego świata. Blisko 75 proc. badanych przez Bloomberga popiera kierunek posunięć szefa Fed. Prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet otrzymał tylko 54-proc. poparcie, a szef Bank of England Mervyn King - 50-proc.
Na następcę Alana Greenspana wyznaczył go 4 października 2005 r. prezydent George W. Bush. Szef Fed był uważany za człowieka bliskiego byłemu prezydentowi. Ale w końcu sierpnia 2009 r. prezydent Obama ogłosił, że Bernanke pozostanie na swym stanowisku przez kolejne cztery lata.
"On jest najlepszy, być może nawet na całym świecie" - powiedział o Bernankem jeden z uczestników badań Wallace Lin, który pracuje w firmie inwestycyjnej Euro Asset Management w Hongkongu.
2. Industrial and Commercial Bank of China Nawet osoba mająca niewiele wspólnego z finansami zna nazwy: BNP Paribas, Deutsche Bank, HSBC, JPMorgan, Citibank. Ale kto słyszał o Industrial and Commercial Bank of China? Tymczasem to największy na świecie bank pod względem kapitalizacji, wielkości depozytów i zysku. Zatrudnia 385 tys. osób w kilkudziesięciu krajach!
ICBC powstał w 1964 r. w Hongkongu. Jak wszystkie wielkie banki chińskie jest częściowo kontrolowany przez rząd, choć ma także prywatnych inwestorów - między innymi Goldman Sachs, Dresdner Bank i American Express.
Awans chińskiego banku na czoło listy banków globalnych pokazuje rosnącą rolę gospodarki chińskiej w dzisiejszym świecie.
Gdy większość innych banków ze światowej czołówki przez ostatni rok z trudem walczyła o przeżycie, ograniczając akcję kredytową, ICBC w I półroczu 2009 r. zwiększył akcję kredytową o 19 proc. W liczbach bezwzględnych oznacza to 126 mld dol. nowych kredytów dla gospodarki. Bank zanotował także 3-proc. wzrost zysku.
Według analityków banku PNB Paribas w I półroczu 2009 r.chińskie banki dostarczyły chińskim firmom kredyty w wysokości 7,37 bln juanów, czyli ponad 1 bln dol. i około 40 proc. chińskiego PKB. Tak ogromnemu strumieniowi kredytów chińska gospodarka zawdzięcza utrzymanie ponad 5-proc. wzrostu.
Na razie bank jest obecny głównie na rynkach azjatyckich i afrykańskich, choć ma też swój oddział w USA. Analitycy przewidują, że wkrótce stanie się ważnym graczem na rynkach krajów wysoko rozwiniętych.
3. Lloyd Blankfein W 2007 r. Blankfein był ósmy spośród najlepiej zarabiających menedżerów w Ameryce. Jego premia wyniosła 67,9 mln dol. - 26,8 mln w gotówce, resztę w akcjach i opcjach.
Jeszcze niedawno nazwisko prezesa Goldman Sachs wypowiadane było podczas seansów nienawiści skierowanych przeciwko bankierom jednym tchem razem z nazwiskami: James (prezes Stearns) i Richard Fuld (Lehman Brothers).
Lloyd Blankfein był jednak sprytniejszy od swych kolegów. Kierowany przez niego bank nie upadł. Wprawdzie jak wszyscy poniósł straty i był zmuszony poprosić o pomoc amerykańskie instytucje federalne, ale jako pierwszy z banków inwestycyjnych zwrócił 10 mld dol.
W tym roku bank osiąga rekordowe zyski. W drugim kwartale - 3,44 mld dol., czyli o 65 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Dane te zaskoczyły nawet najbardziej optymistycznych analityków.
Jeśli zyski Goldmana w drugim półroczu utrzymają to samo tempo, firma wypłaci premie - średnio po 770 tys. dol. dla każdego spośród 29 400 pracowników.
Teraz szef Goldmana znalazł się w awangardzie reformatorów. "Wieloletnie kontrakty gwarantujące wysokie premie powinny być zakazane" - mówił w ubiegłym tygodniu na konferencji zorganizowanej przez
dziennik "Handelsblatt" we Frankfurcie, przyznając, że gniew opinii publicznej w obliczu wynagrodzeń bankowców jest "zrozumiały i stosowny".
4. Nassim Nicholas Taleb Ten były finansista, matematyk i filozof libańskiego pochodzenia wykładający na Uniwersytecie Nowego Jorku zdobył w ostatnich latach sławę dzięki książce "Black Swan" ("Czarny Łabędź"). Jest ona poświęcona błędom popełnianym przez prognostów, którzy uważają, że można przewidzieć przyszłość, analizując przeszłość.
Według Taleba błąd polega na nieuwzględnianiu zjawisk nadzwyczajnych, które nazywa "czarnymi łabędziami". Jeżeli na rynku trwa prosperity, progności zakładają, że będzie trwała w nieskończoność, choć z doświadczenia wiemy, że czasami zdarzają się niespodziewane załamania koniunktury.
W innej książce - "Ślepy traf" - Taleb pisał: "W wielu dziedzinach bardzo trudno jest odróżnić sukcesy, które osiągnęliśmy dzięki własnej wiedzy czy zdolnościom, od tego, co zdarzyło się przypadkowo".
Taleb przekonuje, że wiele ludzkich powodzeń i niepowodzeń jest w dużym stopniu raczej dziełem przypadku niż wiedzy czy zdolności. Dotyczy to zarówno zwykłych ludzi, jak i uznanych ekspertów, takich jak np. doradcy finansowi.
Niespodziewany kryzys finansowy nadał jego książkom dodatkowy sens. Czytelnicy uznali, że jest jednym z niewielu, którzy "mieli rację".
5. Polska Właściwie nie wiadomo, dlaczego polska gospodarka jako jedyna w Europie zanotowała wzrost w I półroczu. Wielu ekonomistów twierdzi, że to efekt płynnego kursu złotego. Polska waluta osłabiła się wystarczająco, by pomóc przedsiębiorstwom, ale nie na tyle, by zaszkodzić tym, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych. No tak, ale waluta węgierska również się mocno osłabia, a Węgry są na minusie. Zapewne na naszą korzyść zadziałała stosunkowo duża wielkość naszej gospodarki, mniej zależnej od tego, co się dzieje na świecie. Jednak gospodarki większe: Niemiec, Włoch, Francji, Hiszpanii - pogrążyły się w recesji. Jest też teoria, że zadecydował polski optymizm (mimo skłonności do narzekania podczas rozmów) i przedsiębiorczość. Zbieramy też premię za doświadczenia z kryzysem lat 90. i lat 2002-04. Żadna z tych teorii nie jest przekonująca. Może po prostu Opatrzność uznała, że tym razem Polskę trzeba oszczędzić. Najważniejsze, że na razie mamy wzrost. A jak się skończy, będziemy szukali przyczyny.