Tydzień temu przed szybkim przyjęciem waluty europejskiej przestrzegał Jarosław Kaczyński, którego argumenty Mecha przekonują. Obaj są w błędzie.
Według Mecha NBP (a właściwie Rada Polityki Pieniężnej) prowadzi restrykcyjną politykę pieniężną w celu umacniania polskiej waluty. Dwa błędy w jednym zdaniu. Polityka pieniężna była w ostatnim roku za mało restrykcyjna i RPP dopuściła do nadmiernego wzrostu inflacji. Jeśli inflacja wciąż będzie rosła - co bardzo prawdopodobne - nieuniknione będą dalsze podwyżki stóp procentowych. Czy Cezary Mech chce ponownie dwucyfrowej inflacji?
Złoty się umacnia - czyli jest coraz więcej wart w porównaniu z euro, a zwłaszcza dolarem - lecz podobnie dzieje się z walutami innych krajów, które przystąpiły do Unii Europejskiej. Nadmiernie silny złoty jest oczywiście niewygodny dla eksporterów, ale jedynym sposobem, by tego uniknąć, jest szybkie związanie z euro i wprowadzenie w Polsce waluty europejskiej.
Gdyby rząd PiS rozpoczął procedurę wprowadzania euro w roku 2006, za dwa miesiące płacilibyśmy w Polsce banknotami obowiązującymi w większości krajów Europy. Niska inflacja - będąca zasługą wcześniejszych decyzji RPP z lat 2001-02 - sprawiała, że operacja wprowadzenia euro byłaby prosta. Ale rząd PiS przegapił okazję, a teraz jego politycy przestrzegają rząd PO-PSL, by broń Boże nie starał się naprawić błędu.
To prawda, że koniunktura jest dziś gorsza niż przed dwoma laty i większe będą koszty wprowadzenia euro, ale odkładanie tego na nieokreśloną przyszłość oznaczałoby zgodę na bierną politykę gospodarczą i dalsze konsumowanie owoców wzrostu. Wprowadzenie euro będzie inwestycją w przyszłość, a nakłady za kilka lat się zwrócą.
Źródło: Gazeta Wyborcza