Hanka, uczennica pierwszej klasy krakowskiego liceum, najgorszy ma wtorek. Szkołę kończy o 15.20, a o 16 musi już być na korkach z matmy. Na ostatniej lekcji siedzi w butach, na krześle wisi już kurtka. Gdy zadzwoni dzwonek, podrywa się i biegnie na autobus.

Godzina 16 we wtorek była jedynym wolnym terminem korepetytorki. A Hanka musi chodzić właśnie do niej. Bo to ona przygotowała dziewczynkę świetnie do sprawdzianu po ósmej klasie. – Z matematyki Hanka dostała prawie sto procent.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej