Był jeden z ostatnich ciepłych i słonecznych dni września, gdy przepełnieni trwogą, ale i nadzieją wkroczyliśmy z Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim do posiadłości Muńka Staszczyka we Włochach. Melancholia przejmowała władzę nad światem, bo gdy spotyka się trzech starców, wracają wspomnienia, zmartwychwstają dawne opowieści, przeszłość zagarnia teraźniejszość, a przyszłość jawi się jako niebezpieczna utopia; w zasadzie o przyszłości w tej długiej, powiem patetycznie – braterskiej – rozmowie nie było wcale.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej