Aleksandra Szyłło: Show, który prezentujesz na koncertach, to coś więcej niż gra na perkusji. Jakich używasz instrumentów?

Luis Ribeiro: Kongi, bongosy, pandeiro, cajon, trójkąt, shakery, caxixi, agogo, jam block.

Żonglujesz nimi tak zręcznie, że widz myśli: „Jak on to robi, że jeszcze się nie pogubił?”. I dodajesz jeszcze głos. Jak się tego nauczyłeś? Ty zresztą nie byłeś nigdy w szkole muzycznej.

– Studiowałem dopiero jako dorosły na Uniwersytecie Muzycznym w Wiedniu, jednak go nie skończyłem.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej