Kelner rozstawia przystawki, na stole stoi już woda i wino. Większość z 11 osób, które właśnie zasiadają przy stole, o współbiesiadnikach wie jedynie, jak się nazywają. Ale nie są to przypadkowi goście – to ja ich wybrałem. A to, że dla siebie są czystą kartą, ma służyć temu, by nasza rozmowa była nieskrępowana ich dystynkcjami: wiekiem, wykształceniem, talentem. Zaraz zaczniemy rozmawiać o śmierci.

Po pierwsze: Toast

Wznoszę toast – mówię, gdy już wstałem. – Za Marka.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej