Służba Więzienna upokorzyła mnie tyle razy, że dziś nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Nazywam się Patrycja. Mam 35 lat. Powiem, co pamiętam.

Pamiętam jeden z pierwszych dni w służbie. Czyściłyśmy z koleżanką broń. Wszedł dowódca, siadł na krześle. Skończyłyśmy, chciałyśmy wyjść. „Teraz siądziecie mi na kolanach” – powiedział. Zamarłam, nie wiedziałam, co mam powiedzieć. „To polecenie służbowe” – nie zawahał się, gdy zobaczył nasze spłoszone oblicza. Nie siadłam.

Pamiętam pierwszy dzień po awansie na zastępcę dowódcy.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej