Kobaltowa wata nad nami na razie tylko pęczniała, jakby chciała dać miasteczku szansę na właściwe zaistnienie w oczach reportera.

Od kamienicy Pod Okrętem spieszyliśmy na dworzec kolejowy: monumentalny pałac zbudowany przed wojną, dziś zamknięty na głucho. Po drodze, przy ulicy 17 Stycznia 1920 r., minęliśmy inny opuszczony budynek – jednopiętrowy, modernistyczny, być może właśnie z lat 20. Miał szyld „Kino” i witrynę, od której odklejały się stare plakaty, żeby falować na wietrze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej