Na festiwalu reportażu MiedziankaFest w Miedziance – miejscowości, której nie ma, albo inaczej: w miasteczku, które istnieje w książce Filipa Springera – wysłuchiwałem prawd. Nieczynny przystanek autobusowy został przemianowany na mój „Przystanek Prawda”, a ludzie siadali tam na dziesięć minut, żeby opowiedzieć, do jakiej ważnej prawdy doprowadziło ich życie.

Weszła pani. – 11 lat pracowałam jako dyrektor pionu kredytów – zaczęła. – Kiedyś mój szef, prezes wielkiego banku, powiedział, że zależy nam na kasie, a nie na ludziach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej