„Wojna nadejdzie jutro” to właściwie taka rzecz dubeltowa (no, akurat może nie pod względem rozmiarów): wojenny życiorys bohatera to książka oczywista, a ta druga – myślę, że jednak ważniejsza – to opinie i komentarze Aronsona na temat polskiej historii i współczesności.

Życie miał jak scenariusz paru sezonów topowego serialu Netflixa czy HBO. Chłopiec z bardzo zamożnej, zasymilowanej rodziny żydowskiej (na podaniu o przyjęcie do szkoły ojciec napisał o nim: Polak wyznania mojżeszowego, ale to wyznanie było już tylko cieniem resztek tradycji) wraz z najbliższymi ucieka we wrześniu 1939 na wschód limuzynami Tatra oraz Rover (pan domu był zapalonym automobilistą).

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej