Powiedzieć, że na każdą nową książkę Pawła Lisickiego czekam w ekstatycznej gorączce, byłoby grubą przesadą, ale przyznaję, że dzieła tego nadzwyczaj płodnego autora co jakiś czas biorę na warsztat, i zazwyczaj nie żałuję. Poddawać wnikliwej lekturze wszystkie książki Lisickiego to zbyt wielkie wyzwanie nawet dla wytrawnego czytelnika, bo zdaje mi się, że wydaje on kolejną pozycję szybciej, niż wielbiciele zdążą zapoznać się z poprzednią. Jeśli dodać, że mamy do czynienia z redaktorem naczelnym tygodnika „Do Rzeczy” i nadzwyczaj aktywnym publicystą, nie sposób uchronić się przed paraliżującym podziwem.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej