Zbliżał się wieczór, gdy wyjechał na ryby, był akurat w trasie, zadzwoniła żona. Nieco wcześniej tuman kurzu nad warsztatem zobaczył sąsiad, dał znać.

– Wracaj natychmiast – powiedziała żona. – Warsztat zniszczony.

Nie uwierzył z początku. Gdy dotarł na miejsce, zrozumiał, że został bez pracy. Z budynku została połowa, wszędzie gruz, dostawczy volkswagen złamany w połowie, osobowy mercedes przysypany, karoseria porysowana, lampy zbite, w wózku widłowym potłuczone zegary, szlifierki, tokarka, kompresor z młotem pneumatycznym uszkodzone.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej