Żółta taśma o szerokości dokładnie dwóch i pół centymetra łączyła dwa brzegi rzeki. Piotr usiadł na jednym jej końcu. Słyszał szum kilka metrów pod stopami. Zamarł na 20 minut. Ruszył przed siebie. Gdy dotarł na drugi brzeg, wierzył, że może już wszystko. – To był jeden z najlepszych momentów w moim życiu – mówi. Było lato 2010 roku.

Dziś patrzymy z Piotrkiem przez okno na dwa wieżowce – jedne z najwyższych w Warszawie. Piotrek mówi, że to świetne miejsce, aby zawiesić taśmę.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej