List napisany ręcznie do brytyjskiej królowej wysyła w połowie 2016 roku.

„Wasza Wysokość, piszę, bo potrzebuję pilnej pomocy, by odzyskać porwaną córkę. Pukałam do wszystkich drzwi, ale wciąż jestem w tym samym miejscu, a moje dziecko daleko ode mnie”.

Potem opowiada historię porwania Talii. List kończy tak: „Nie poddam się. Moja córka jest Brytyjką i ma prawo dorastać w bezpiecznym otoczeniu, blisko matki. Myśl, że jest wychowywana przez dalekich krewnych w ogarniętym wojną kraju, łamie mi serce i nie pozwala żyć.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej