– Każdy proboszcz dzielił się ze mną pieniędzmi za msze. Było tyle a tyle wpłaconych intencji od wiernych, więc część dostawałem ja. Miałem co jeść i gdzie spać. Byłem księdzem kilkanaście lat. W całej Polsce: Błotnica Stara koło Radomia, Jędrzejów, Katowice.

– Spowiedzi?

– Zdarzało się, że się przysiadło przy konfesjonale i jakaś babinka się przyplątała. A, pan rozumie, głupio się było w sutannie wycofać.

– Mieszkanie?

– W parafiach. Dla księży byłem dużą pomocą. Na przykład trafiłem do Raby Wyżnej, dawno temu, tam proboszcz wreszcie mógł pojechać na urlop.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej