– Z wami nie będę rozmawiał, nie jestem już w zarządzie – krzyczy mężczyzna, wiek około 60 lat, który wypakowuje przed domem zakupy z auta.

– Ale był pan – mówię.

Stoję pod bramą posiadłości Jana Panka, byłego członka zarządu spółki zbrojeniowej Bumar Łabędy.

– Wiem, co jesteście warci! „Wyborcza” jest... tendencyjna! A moje postępowanie było prawidłowe!

– To dlaczego z magazynów Bumaru znikało tak dużo części – pytam.

– Jakich części? – Panek wzburzony podbiega do furtki.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej