Przypuszczam, że tytułowy argument wynika z niezrozumienia metody naukowej – a każdy pretekst jest dobry, by ją popularyzować.

Mój mistrz i autorytet prof. Andrzej Kajetan Wróblewski narzekał, że szkoła wyrabia złe podejście do nauki, ucząc na przykład, że „Ole Romer zmierzył w 1676 prędkość światła”. Uczeń wysnuwa z tego wniosek, że w tym roku sprawę zamknięto.

Tymczasem do połowy XVIII wieku trwały spory. Wielu uczonych twierdziło (za Arystotelesem), że prędkość światła jest nieskończona, a pomiar Romera wziął się z jego błędów (które skądinąd rzeczywiście popełnił).

Nowa teza w nauce rzadko kiedy witana jest bez kontrowersji. Spory są istotą metody naukowej – między innymi dlatego mówi się o „obronie” pracy dyplomowej, a nie o jej prezentacji.

Fachowcy osiągają jednak porozumienie w jednej kwestii: jak rozstrzygnąć sam spór. Mówią na przykład: „jeśli pani Curie-Skłodowska ma rację, to ruda uranu powinna być równie radioaktywna jak czysty uran”. Albo: „jeśli pan Higgs się nie myli, to powinien istnieć bozon o masie ok. 125 GeV”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej