Ewelina Zambrzycka: Rok 2033, z Ziemi pierwsi planetarni konkwistadorzy wyruszają w swoją półroczną podróż na Marsa.

Grzegorz Brona: Poczekaj. Jest rok 2033 lub 2037. NASA wysyła statek Orion, który łączy się z modułem Deep Space Transport na orbicie okołoksiężycowej. Zespół astronautów dociera po kilku miesiącach na orbitę Marsa. Pozostaje na niej, a następnie udaje się w drogę powrotną.

A co z lądowaniem na Marsie?

– Pierwszym krokiem w planach NASA jest jedynie dotarcie na orbitę Marsa. Naturalnie kolejnym etapem, podczas następnych misji, będzie lądowanie na powierzchni Czerwonej Planety. Niemniej ten ambitniejszy etap zarysowany jest w planach amerykańskiej agencji bardzo mgliście. Lądowanie wymaga chociażby odpowiedniego lądownika, którego przygotowania na chwilę obecną nikt nie wspiera finansowo.

Byłam przekonana, że w związku z ogromnymi kosztami takiej wyprawy lądowanie jednak się odbędzie. A wraz z nim stworzony zostanie zalążek przyszłej kolonii.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej