Trzy, dwa, jeden... Start! Z głośników wybucha muzyka z filmu „Avatar”. Brzmi patetycznie. Branża bije brawo, słychać piski. Trzech mężczyzn wnosi na poduszkach urny na spopielone zwłoki. Każdy jest inaczej ubrany, są w średnim wieku i daleko im do wyglądu modeli. To przedstawiciele handlowi. Dziś wystąpią w odmiennej roli. Zaczyna się pokaz mody.

Carmen szyje kostiumy z tkaniny mundurowej, która się nie rozciąga i nie wypycha na kolanach czy łokciach. Do tego specjalne nici, bo nic nie ma prawa rozejść się na szwach. Garnitury i smokingi wyglądają elegancko, ale to odzież robocza.

Gdy pracownik firmy pogrzebowej podnosi trumnę, zwyczajna marynarka lub – co gorsza – spodnie mogą mu trzasnąć. Ubrania mają wzmocnienia barkowe, by ciężar nieboszczyka nikogo nie zranił.

W sprzedaży są też czarne mankiety na gumce, bo gdy w zimie panowie wyciągają ramiona, spod rękawów płaszczy wychodzą im czasem kolorowe swetry.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej