Trupy wysypują się z szaf. Tęsknoty za dyskretną eliminacją ludzi „mało wartościowych”, marzenia o wydawaniu zezwoleń na płodzenie potomstwa tylko tym, którzy są godni, by mieć dzieci, po głowach niektórych przedstawicieli elit naszego kręgu cywilizacyjnego grasują już od wieków.

Idea eugeniczna jest, być może, jedną z najstarszych dewiacji umysłowych, bo już Platon uważał, że zezwolenia na seks powinno wydawać państwo wedle osobistych zalet chętnych do tak odpowiedzialnej pracy, zaś wypadki przy tejże pracy, czyli ludzi chorych i niesprawnych, należy porzucać, by sczezły.

Im naszych czasów bliżej, tym mniejszy dystans między gabinetowymi dywagacjami nawiedzonych teoretyków doskonalenia białej rasy a niewyobrażalnie okrutnymi zbrodniami na najsłabszych i zupełnie bezbronnych.

Hitlerowcy oskarżani w Norymberdze o zbrodnie motywowane eugenicznie bronili się niepokojąco. Gdy zarzucano im dokonywanie masowych sterylizacji, tłumaczyli się, że jedynie naśladowali praktyki Stanów Zjednoczonych wobec własnych obywateli. Nie było to czcze pomówienie. Do lat 60. zeszłego wieku w USA, na mocy jawnie eugenicznego ustawodawstwa, wysterylizowano grubo ponad 60 tys. obywateli uznanych za „nieprzydatnych”. A to jeszcze nic przy Szwecji, gdzie w czasie ledwie 40 lat, aż do roku 1975, za rządów socjaldemokracji, wysterylizowano tylu bezbronnych nieszczęśników, co w niemal 25 razy ludniejszych podówczas Stanach Zjednoczonych. Prócz skali podstawowa różnica dotyczyła semantyki: w Stanach sterylizowano „nieprzydatnych”, w Szwecji okaleczano „niedostosowanych społecznie”. Za sterylizację osób, które uznawano za intelektualnie niedorozwinięte, zabierano się też – jak z biegiem lat wyszło na jaw – w Danii i Estonii, Norwegii, Finlandii i Islandii, Szwajcarii i Australii. Wszędzie tam, gdzie żyły społeczności autochtoniczne, przede wszystkim sterylizowano rdzennych mieszkańców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej