Pani W.: – Niestety, projektujemy sobie w głowie za dużo. My, kobiety, za szybko się zadurzamy… Niszczą nas oczekiwania. Jedna randka się uda, a ona już planuje imiona dla dzieci. To nas gubi…

– A ja – mówi pan W. – zawsze liczę na to, żeby na randce było fajnie, żeby była jakaś korzyść.

Pani W.: – Korzyść?

Pan W.: – Jakakolwiek. Chociaż żeby było wesoło. A jak nie, to żebyśmy się poprzytulali. Gdy szedłem w młodości na randkę, to zawsze z nadzieją, że korzyść z tego będzie.

Pani W.: – A na naszej pierwszej randce byłeś bardzo znudzony i powiedziałeś, że musisz lecieć do domu na „Fakty”!

Pan W.: – Bo już nie byłem młody.

Pani W:. – Dopiero jak zaczęłam mówić, że oboje jesteśmy po filozofii, ożywił się i się zapętliło.

Pan W.: – Wszystko o mnie wiedziała.

Pani W.: – Śledztwo zrobiłam. No ale chciał lecieć na „Fakty”, więc musiałam mu przypomnieć, że poznałam go, jak miałam osiem lat…

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej