„Wciąż mam wątpliwości co do katastroficznych prognoz spowodowanych globalnym ociepleniem i wpływu na to działań człowieka”, napisał niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” Witold Gadomski. Zrobił to, bo wcześniej portal OKO.press wytknął mu opublikowany dziesięć lat temu tekst, w którym Gadomski zaprzeczał wpływowi człowieka na klimat. Publicysta „Wyborczej” pisał w nim między innymi tak: „teza o postępującym ocieplaniu się klimatu jest słabo udowodniona i oparta na błędnych modelach komputerowych” i że „w naszym interesie jest blokowanie klimatycznych zelotów, obniżanie nadmiernie ambitnych planów Europy i świata redukcji CO2”.

Kilka tygodni wcześniej Wojciech Maziarski w swoim komentarzu „To idzie młodość. I chce uszczęśliwić starość, zabierając jej samochody” biadał nad zepsutą młodzieżą, co po sojowe latte nie chce jeździć samochodami, a woli te okropne rowery. I to chciejstwo próbuje wmówić innym, tym, co akurat wolą auta. W tekście tym błysnął Maziarski prawdziwie XIX-wieczną myślą, że „Generalnie ludzkość szkodzi środowisku”, i przeszedł nad tym faktem do porządku dziennego. To tak bywa, dzieciaki, sorry, ale nic się z tym nie da zrobić. No, chyba że technologiami, ale tak żeby samemu z siebie, to nie, bo nam komfort życia spadnie. Maziarski nie przyjmuje do wiadomości, że radykalna zmiana nawyków komunikacyjnych jest jednym z warunków niezbędnych do tego, by zgodnie z zaleceniami Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) zredukować emisję dwutlenku węgla na świecie o 45 procent do 2030 i do zera w roku 2050.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej