Kij, klapek, linijka” – taki tytuł miał reportaż Aleksandry Szyłło o dzieciach bitych przez dyrektorkę szkoły w Giżycach pod Sochaczewem. Ukazał się w „DF” 5 grudnia 2016 roku. Na początku czerwca 2019 roku za naruszenie nietykalności cielesnej dzieci była dyrektorka Anna Kornacka została skazana na rok i sześć miesięcy ograniczenia wolności oraz zakaz wykonywania zawodu nauczyciela przez pięć lat. Wyrok nie jest prawomocny.

Mieszkanka tej wsi – matka dziewięcioletniej dziewczynki i opiekunka dziewięcioletniego chłopca Marlena Skrobosz – walczyła o to, żeby zwierzchnicy dyrektorki, nauczyciele, rodzice i organy ścigania zainteresowały się jej zachowaniem. W końcu niemal samotnie doprowadziła do postawienia zarzutów prokuratorskich.

– Chciałam zapisać córkę do zerówki, więc poszłam poznać szkołę. Zaczęłam rozmawiać z dyrektorką i zobaczyłam, jak dzieci się przeraziły, kiedy na nie krzyknęła. No i mi z tą szkołą nie kliknęło. Jak dowiedziałam się, że pani dyrektor uderzyła sześcioletniego chłopca, bo zsikał się w majtki, jak ustaliłam, że najchętniej biła dzieci z domu dziecka, wtedy złożyłam zawiadomienie do policji i pismo do kuratorium i do gminy. Pamiętam słowa przełożonego dyrektorki. Nie chciał słuchać o dzieciach, tylko mówił mi: „Jak się robi krzywdę drugiemu człowiekowi, to może to do pani wrócić…”. Pamiętam zdziwienie, że nie chcę dać pisma w tej sprawie wójtowi gminy do ręki, tylko żądam zarejestrowania w książce podawczej, a do tego pieczątki na mojej kopii… Pamiętam, jak wójt zorganizował spotkanie rodziców i dyrektorki, i wiem z opowieści matek, bo tam mnie nie było, że wszyscy rzucili się na mnie, że jakaś baba ma czelność zarzucać… A pani dyrektor zaczęła na tym spotkaniu omawiać meble, jakie mam w domu. To było trudne. Później już trudno nie było. Proces ciągnął się ponad trzy lata. Zawsze mnie ludzie zadziwiają, ale wtedy zadziwiali mnie bardzo. Jak bali się i kłamali… Kiedy nauczyciel mówił sądowi, że nic nie wie, a przecież widział, jak ona kijem od szczotki bije chłopaka. Zresztą zamknęła tego dzieciaka w schowku, gdzie pani woźna trzyma szczotki. Inna nauczycielka mówiła, że nie ma w szkole żadnego problemu, a pani dyrektor ma tylko… trudny charakter. Matka, której syn był bity, zeznała to na policji, a w sądzie się upierała, że policja jej zeznania zmyśliła, więc wycofuje się. Jaką prawdę o dorosłych wyciągnie jej syn?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej