Z Krzysztofem próbuję umówić się od lutego. Za pierwszym razem odwołał spotkanie, bo nie zgodziła się jego partnerka. Za drugim bał się o zdrowie mamy. Po filmie „Tylko nie mówi nikomu” napisał, że jest gotowy, choć nie pod nazwiskiem.

Ojciec: Najczęściej bił kablem od żelazka

Spotykamy się w kawiarni.

– Nie przejdę od razu do księdza. Najpierw będzie o ojcu. Był moim osobistym Hitlerem. Gdy coś przeskrobałem, kazał mi przynosić taboret, na którym musiałem się wypiąć. Jak się już wypiąłem, to była przemowa: ty, taki a taki, dostajesz lanie za to i za to. Najczęściej bił kablem od żelazka, aż się sfajdało i zeszczało w gacie. Kazał iść do łazienki, oporządzić się, wrócić i podziękować za lanie. Kiedyś chwycił moją głowę i uderzył o ścianę. Na kilka godzin straciłem wzrok. Po omacku uciekałem przed ciosami, potykając się o krzesła, buty.

(Przepraszam. Ciężko mi. Proszę o chwilę przerwy).

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej