David i Katerina wpatrują się w twarz córki. Dziewczynka wygląda, jakby spała. Z jej nosa wychodzi cienka rurka przyklejona do policzka plastrem. W końcu dziewczynka powoli unosi powieki.

Kiedy zasypiała, był czerwiec 2018 roku i była w Szwecji. Teraz jest kwiecień 2019 roku. Rodzice czekają kilka dni i w końcu mówią jej: – Jesteśmy w Polsce.

Proście w Polsce

Armenia, początek 2018 roku. David i Katerina muszą szybko pożegnać bliskich, wybrać: co sprzedać, co oddać, co zabrać. Dzieci, 14-letnia Anna i 9-letni Adam, rozumieją, że wyjeżdżają na zawsze. Mają już bilety i wizę – polską, tę udało się załatwić najszybciej. Polska ma być tylko jednodniowym przystankiem w podróży. Przesiadają się w samolot do Szwecji i tam składają wniosek o ochronę międzynarodową. Jest marzec 2018 roku. Wtedy po raz pierwszy słyszą nazwę: „Rozporządzenie Dublin III”. Mówi ono, że wniosek o ochronę międzynarodową rozpatruje ten kraj Unii, którego wizę, kartę pobytu lub inny dokument posiada cudzoziemiec. Na jego mocy szwedzcy urzędnicy niemal z automatu wszczynają procedurę deportacyjną rodziny Davida i Kateriny. Mówią: – Chcecie ochrony, musicie o nią prosić w Polsce.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej