– Dwa lata trułem córce, że może by wygrała jakąś olimpiadę, bo to daje wolny wstęp do wybranej szkoły – mówi Mariusz, ojciec 14-letniej Gabrysi. – Wiadomo, podwójny rocznik to podwójny stres. Jak masz zdolne dziecko, chcesz, żeby dostało się do wybranej szkoły, a Gabrysia uczy się na piątki i szóstki.

Gabrysia długo nie wiedziała, do jakiej szkoły chce pójść po podstawówce.

Mariusz: – 14 lat to nie jest wiek, kiedy można wybrać sobie przyszłość. Ale trzeba było wybrać, więc naciskałem. W domu bywało gorąco. W końcu zdecydowała się na technikum mechatroniczne – najlepsze w Polsce według rankingu „Perspektyw” – bo poza teorią chciała się uczyć rzeczy praktycznych. Ale mamy też wariant zapasowy – szkołę społeczną oferującą podobny model kształcenia. Płatną, ale co zrobić. Taka jest cena bezpieczeństwa dziecka.

W obu szkołach byliśmy na dniach otwartych. Technikum jest świetne, ma wspaniałe laboratoria, ale nie wiemy, czy córka ma szanse. O jedno miejsce bije się teraz kilkanaście osób. Rok temu – kilka.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej