„A postawi mi pani ochronę pod domem?”, „Lubię mieć spokojne życie”, „Mam dzieci” – tak reagują kolejni lekarze, gdy proszę o wypowiedź o preparacie Aquafilling i innych ciemnych stronach medycyny estetycznej w Polsce. W reportażu „Piersi powiększy ci dentysta” („DF”, 20.05.2019) opisałam powikłania po zabiegach powiększania i modelowania biustu metodą Aquafilling (teraz nazwa zmieniona na Los Deline). Kolejne pacjentki kierowane są na amputacje piersi; u wielu nawet to nie daje wyleczenia – płynny preparat migruje po ciele, przemieszczając się do brzucha, bioder czy pleców. Po reportażu dzwonią do mnie lekarze, ale mało kto godzi się wypowiedzieć publicznie pod nazwiskiem. Doktor A. tłumaczy to tak: – O Aquafillingu usłyszałem od znanego kolegi po fachu kilka lat temu, jak preparat był wprowadzany do Polski. Zaintrygowało mnie: jeśli to faktycznie taka świetna, bezpieczna metoda, dlaczego nie mam tego jeszcze w ofercie? Szybko trafiłem na informacje, że to syf, że płynne wypełniacze do piersi są zabronione w większości cywilizowanych krajów. Zacząłem w środowisku dociekać, dlaczego u nas się to robi. Wtedy ktoś zadzwonił do mojego gabinetu: „Nie interesuj się więcej Aquafillingiem”. Były jeszcze głuche telefony. Zostawiłem to, mam rodzinę.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej