Szymon Niemiec, jeden z pierwszych w Polsce działaczy LGBT, duchowny Zjednoczonego Ekumenicznego Kościoła Katolickiego, nieuznawanego przez Watykan, ale działającego w Australii, Wielkiej Brytanii, Kenii czy USA, odprawił przed Paradą Równości w Warszawie głośne nabożeństwo. – To była liturgia, która nie jest mszą – wyjaśnia.

– W chrześcijaństwie – tłumaczy – jeśli dwie osoby spotykają się na modlitwie, to już jest nabożeństwo. Teraz ktoś krzyczy: to była profanacja, bluźnierstwo! Ktoś inny: parodia mszy! Ale przecież tych zbulwersowanych tam nie było. Nie spytali, dlaczego takie a nie inne osoby zaczęły się modlić…

– A o co pan się dzisiaj rano modlił? – pytam trzeciego dnia po paradzie.

– Żeby nie doszło do eskalacji przemocy. Dyskurs polityczny jest teraz taki, że może do niej dojść.

– Boi się pan?

– Nienawiść wylewa się na mnie – jak się nie obawiać? Ale nie jest to lęk paniczny. Wczoraj ktoś mnie spytał, czy chcę z kraju uciec, co będzie, jeśli zacznie się polowanie na czarownice?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej