Roman przychodzi z dwoma młodszymi kolegami, którzy podobnie jak on jeżdżą Uberem po Warszawie. Ma 33 lata, do Polski przyjechał dwa i pół roku temu z Charkowa. – Na Ukrainie miałem dwie ciężarówki, prowadziłem firmę transportową. Szło nieźle, ale wziąłem samochód na kredyt, a hrywna poleciała w dół! Trzeba było jechać do Polski zarabiać – mówi. Zdaniem kierowców, pracując dziesięć godzin dziennie, bez problemu można wyciągnąć 5 tysięcy na czysto – już po odjęciu paliwa.

Pozostało 94% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej