– Kolega mieszka w Palestynie i uczy na uniwersytecie. Pojechał tam na kilka lat z kotem. Ten kot dawno temu uratował go w Chicago. Kolega mieszkał z nim w Nowym Jorku, Berlinie…

– Dlaczego kot go uratował?

– Tylko kot może człowieka uratować, wybierając go sobie. Przecież twoja kotka też uratowała ci życie. Uratował kolegę, bo zorientował się, że to jest bezkoci pan.

– Tylko kot może zbawić człowieka?

– Mnie kot uratował od pierwszej mojej chwili – leżał na łóżku, jak moja mama mnie rodziła. Pierwsze słowo, jakie wypowiedziałam w życiu, to było imię kota. Niestety, kot kolegi w Palestynie dożył 17 lat i umarł. Pochowany jest pod drzewem w Ramallah. Kolega był przygnębiony, postanowiłam go odwiedzić. Akurat u mnie w Londynie zaczął się remont domu. Myślałam, że odwiedzam pana bez kota, wchodzę, a tam siedzi pan z trzema kotami. Obok niego – kotka Szarmuta i jej dzieci: Ali i Leila.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej