Książka „Po piśmie” jest tak słaba, że aż żal ją stawiać na półce obok poprzednich (choć kusi do tego jednolita szata graficzna). Niepotrzebnie ją rozdmuchano, dodając eseje Dukaja publikowane przedtem w innych miejscach.

Nie układają się w spójną całość. Czytelnik, próbujący to przeczytać po bożemu, od pierwszej strony do ostatniej, ma uczucie chaosu. Te teksty są pisane różnym stylem. Pewne tezy się w nich powtarzają, ale na uzasadnienie wszędzie brak miejsca.

Dukaj na przykład zdaje się przyjmować założenie, że technologia istnieje sama dla siebie i to ludzie są dla niej narzędziem – nie odwrotnie. To częsty motyw w jego prozie. „Starość aksolotla”, „Perfekcyjna niedoskonałość” czy „Czarne oceany” krążą wokół różnych pomysłów na to, skąd się wzięła technologia, która nami rządzi.

W tej książce z tego założenia Dukaj wywodzi tytułową tezę. Że jest już po piśmie, bo technologia zadecydowała, że mamy się przestawić na wideo i gry. Roma locuta, causa finita.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej