Jednym z warunków wystąpienia w dokumencie telewizyjnym jest uzyskanie zgody od rodziców. Spodziewamy się dużych trudności, dlatego reakcja dorosłych nas zaskakuje. Po informacji, że przygotowywany jest reportaż o prostytuujących się gimnazjalistkach i w związku z tym potrzebujemy nagrania z córką, pada pytanie: „To gdzie ją przywieźć?” zamiast: „Ale dlaczego moja córka ma o tym opowiadać?”.

Umawiamy się tam, gdzie zaczął się ten reportaż, czyli w zakładzie fryzjerskim na warszawskiej Woli. Pani Irena przyjmuje dziewczyny z uśmiechem i ciepło. Ale jednocześnie, przygotowując im fryzury do późniejszych nagrań, zadaje pytania, które ją nurtują. Odpowiada głównie Ela.

– Nie boisz się HIV?

– Nie myślę o tym.

– Jesteś młoda, myśląca, to czemu się nie zastanawiałaś?

– Nie wiem. To tak jakoś wychodzi samo z siebie. Miałam już pięciu-sześciu facetów i zawsze bez zabezpieczenia, bo nie lubię. Jak pierwszy chłopak się zabezpieczał, to było tak, jakby dostać lizaka i nie móc go zjeść.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej