„Siedzimy w banku, zabezpieczamy konta, przejmujemy pełnomocnictwa – napisała nam w SMS-ie członkini rady fundacji, posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. – Marek zrezygnował ze wszystkich funkcji. Nie stwarzał problemów”.

Przewrót w NLS wiąże się z prowadzonym przez nas dziennikarskim śledztwem.

"Niech to zostanie między nami. Mogłoby zaszkodzić mojej reputacji" - napisał Marek Lisiński do jednej z podopiecznych fundacji Nie Lękajcie Się zaraz po tym, jak pożyczył od niej pieniądze na rzekomą operację raka trzustki. Później zażądał 50 tys. zł od Sekielskiego za udział w filmie.

29 października 2018 roku 26-letnia dziś Katarzyna – ofiara księdza Romana B. – dostaje wiadomość od Marka Lisińskiego. To szef fundacji Nie Lękajcie Się, wspierającej osoby skrzywdzone seksualnie przez duchownych:

„Hej Mała, nie wiem jak mam to napisać, przychodzi mi to z wielkim trudem i nie chcę, żebyś pomyślała, że chcę Cię w jakiś sposób wykorzystać, a również nie chcę nadużywać naszej przyjaźni. Trudno, walę prosto z mostu, bo tak chyba najlepiej. Prawda?

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej